wyzwanie - odchudzanie! dieta, chudnij ze mną, fit, bajgiel

Dzisiaj wpis wbrew pozorom na luzie. Postaram się nie prawić morałów, nie pisać o tym, że nadwaga to nie tylko mało estetyczna oponka, ale i zdrowie. Nie. Dzisiaj będzie o tym, że odchudzanie to czasem prawdziwe wyzwanie! Mam jednak nadzieję, że da się to wyzwanie zrealizować 😉 Tym bardziej, iż sama zamierzam się go podjąć! Zupełnie na spontanie wpadłam też na pomysł, że może i ty chcesz troszkę zrzucić, ale brakuje ci tej sławnej „motywacji”, wsparcia? Możesz się zapisać na newsletter i co tydzień otrzymywać ode mnie coś w rodzaju pamiętnika. Zamierzam spisywać co zjadłam, co trenowałam, jak się czułam i jakie mam efekty. Do tego jakieś osobiste uwagi i przemyślenia, rady od serducha… Może to ci ułatwi tę niełatwą drogę (wiem, bo już raz ją przechodziłam). A może po prostu lubisz podglądać jak inni cierpią 😉 W każdym razie jeśli chcesz wiedzieć jak mi idzie, możesz się zapisać tutaj. Poniżej natomiast znajdziesz kilka ciekawostek skąd w ogóle pomysł, żeby trochę zrzucić, jak zamierzam to zrobić i jaki chcę osiągnąć efekt!

wyzwanie - odchudzanie! dieta, chudnij ze mną, fit, bajgiel

 

Skąd pomysł na wyzwanie – odchudzanie?

 

Możesz teraz myśleć „o nie, kolejna, która chce zostać nową Chodakowską…”. To nie do końca tak. Fakt, korzystam z materiałów Ewy, ale absolutnie nie zamierzam robić z siebie fitnesowego guru. Ja po prostu wiem, że czas wziąć się w garść i ruszyć tyłek z krzesła, a do tego zadbać o zdrowie. Jak wspomniałam, już raz przechodziłam tę drogę. Po tym, jak zaczęłam pracę w korpo nie trzeba było dużo czasu, żebym zmieniła oponę z letniej na zimową. Nadgodziny, byle jakie żarcie, albo wręcz jego brak, zero ruchu i imprezy – to wystarczyło. Wzięłam się wtedy za siebie ostro. Właściwie zmieniłam cały tryb życia. W 3 miesiące zrzuciłam ok. 12 kg. Pilnowałam michy, ale w weekendy jadłam na co miałam ochotę. Starałam się ćwiczyć. Najpierw to były 3 treningi z Chodakowską w tygodniu, potem przerzuciłam się na bieganie i nawet w 2017 roku przebiegłam maraton w Dębnie.  Co więc się stało, że odzyskałam wszystkie te kilogramy, które straciłam, a do tego z nawiązką? Cóż, składowych było wiele. Od wspomnianego maratonu począwszy (20 tyg. przygotowań mnie wymęczyło), poprzez spore problemy osobiste i stratę bliskiej osoby. Wolałabym się nie zagłębiać, w każdym razie jak zobaczysz, że ktoś ma efekt jojo to nie oceniaj, tylko zapytaj, czy możesz jakoś wesprzeć 😉 

Ja tak odzyskuję nadbagaż już chyba od 2 lat. Powoli, stabilnie, sukcesywnie przybywa mi kilogramów. Wróciłam do złych nawyków, treningi robię przy lepszych zrywach zamiast regularnie. Tym razem jednak jest jeden plus… Osoby, które mnie otaczają nie udają już, że nic się nie dzieje. Samemu często się nie dostrzega, gdy ta opona na brzuchu nie wygląda już jak od dużego Fiata, tylko od traktora. Za pierwszym razem nikt mi nic nie powiedział, wszyscy chcieli być grzeczni i mili, więc obudziłam się z ręką w nocniku (jak wiele osób w podobnej sytuacji). Tym razem znalazło się kilku śmiałków, którzy zwrócili mi uwagę, że chyba idę w złym kierunku. Czarę goryczy przelało powitanie mojej mamy „O, cześć pulpeciku!” 🙂 Brzmi trochę śmiesznie, trochę strasznie, ale nie mam jej tego za złe. Skoro własna matka, która dotychczas wpychała w ciebie ciasteczka, ziemniaczki zwraca się do ciebie w ten sposób, to sygnał ostateczny, że czas zbierać dupę w troki i iść do pobliskiego warzywniaka uzupełnić zapasy. No dobrze, a skąd pomysł, żeby aż utworzyć cykl newsletterów na ten temat? Kogo to w ogóle obchodzi? Spieszę wyjaśnić – obchodzi to całkiem sporo osób. Tym bardziej, że wiele z nich chce coś ze sobą zrobić, ale nie wie jak zacząć. Najgorzej, jak jeszcze ktoś wyszuka w internetach jakąś cudowną dietę albo podąża ślepo za „fit-influencerką”, która tak właściwie to nie do końca może się znać na rzeczy. Ja nie zamierzam sprzedawać wiedzy, tylko dzielić się doświadczeniem. Nie jestem lekarzem, dietetyczką, trenerką personalną, więc nie będę polecać jedynych słusznych metod. Podzielę się tym, co robię i dam znać, czy u mnie się to sprawdza 😉

 

Dieta keto, paleo, a może śródziemnomorska?

 

Jak ktoś mnie zna dłużej to wie, że ja żadnej z tych diet nie wybiorę. Zamierzam po prostu się zdrowiej odżywiać. Kiedyś jeszcze łapałam się na teksty typu „jedz nasiona chia, a schudniesz w mgnieniu oka i poczujesz się jak królowa!”. Szybko jednak przejrzałam na oczy i po prostu starałam się jeść mądrze. Nigdy też nie liczyłam kalorii, ale po trzydziestce jednak trzeba trochę bardziej na to uważać. Dawniej myślałam, że „spowolnienie metabolizmu” to tylko wymówka tych, którym się nie chce włożyć pracy w chudnięcie, teraz wiem, że w jakimś stopniu to prawda. Nie ma się jednak co po mnie spodziewać, że będę gotować z kalkulatorem w ręku, liczyć kaloryczność, makro i mikro składniki. Pewnie by mi to wyszło na dobre, ale ja jestem na to faktycznie zbyt leniwa, a do tego zamierzam zachować przyjemność z gotowania i jedzenia! 

 

Ile czasu potrzeba, żeby schudnąć?

 

Ta…. jedno z moich ulubionych pytań, które wszyscy mi zadawali po tym, jak zrzuciłam te 12 kg. Uwierz mi, jak jesteś pulpetem, to nikt Cię nie zapyta ile czasu trzeba, żeby tak przytyć, ale jak nagle zaczniesz wyglądać jak gazela, to dookoła będzie wianuszek ciekawskich. Mało tego, zawsze znajdzie się jakaś osoba, która też powinna się za siebie wziąć, tylko jej się nie chce i będzie podpowiadać „zobaczysz, i tak będzie jojo”. Jak się postarasz, utrzymasz zdrowy tryb życia, to nie będzie 😉 Znajdzie się też ktoś, kto umniejszy twoje zasługi tekstem „o, udało ci się schudnąć!”. Pamiętaj, tutaj nic się samo nie udaje. Tutaj trzeba zapracować i nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Nie połykaj tasiemców, nie odkładaj kasy na liposukcję i nie pij herbatek przeczyszczających. Lepiej zostaw połowę obiadu na talerzu i idź na spacer! A jeśli chcesz coś zmienić, zacząć się nieco zdrowiej odżywiać, a może nawet potrenować i szukasz towarzystwa lub motywacji, to przypominam, zapis na newsletter z bonusem „wyzwanie – odchudzanie!” znajdziesz tutaj 😉 Wstępnie planuję wysyłać listy do końca lipca, ale jak zawsze – wyjdzie w praniu!

Oceń wpis (5 / 1)

Podobne wpisy

6
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
wisieneczka
Gość
wisieneczka

Dopiero od niedawna śledzę Twojego bloga, więc jeszcze sporo Twoich poprzednich wpisów mam do doczytania 😉 ale wyzwanie – odchudzanie, to zdecydowanie coś dla mnie. Też jakiś czas temu udało mi się schudnąć kilka kilogramów, ale od jakichś 2 miesięcy zdecydowanie brak mi motywacji (zaczęło się od drobnej, na szczęście niegroźnej kontuzji, którą udało mi się już dawno wykurować). Siłownia to już zapewne nie pamięta jak wyglądam, tak dawno tam nie byłam. 😛 No i znowu te okropne słodycze wciągnęły mnie na maksa… Dlatego będę Ci bardzo kibicować (już jestem zapisana na Twój nowy newsletter) i sama też w końcu… Czytaj więcej »

opycha.pl
Gość
opycha.pl

Super! Myślę, że jesteśmy nawet w podobnej sytuacji – u Ciebie kontuzja po treningu, u mnie zmęczenie po maratonie… Teoretycznie przerwa na jakiś czas, w praktyce czasem bardzo trudno wrócić do regularnych treningów… No i te słodycze… 😉 Co prawda ja za słodyczami średnio przepadam, ale za to frytaski, fast-foodziki jakie, białe pieczywko grubo posmarowane masełkiem… Mam nadzieję, że będzie dokładnie tak, jak piszesz – świadomość, że ktoś inny też się męczy tak, jak Ty może ułatwić sprawę i zmobilizować do działania, będzie mi bardzo miło, jeśli mi się uda dołożyć swoją cegiełkę! 😉

Kamila
Gość
Kamila

Ja musze powiedzieć z zainteresowaniem przeczytałam i newsletter i ten wpis. Powód? Sama mam trochę nadprogramowej wagi. Staram się jeść zdrowo, ćwiczę regularnie a waga nie chce drgnąć. Może jak zobaczę,że Tobie się udaje to mnie to zmobilizuje do tego,żeby jeszcze coś zmienić. Trzymam kciuki 🙂

Kasia
Gość
Oceń wpis :
     

Odchudzanie, to naprawdę wyzwanie, ale wierzę, że dopniesz swego. Trzymam kciuki za Ciebie i za Tych co do Ciebie dołączą.