Wywiady, autografy i czerwone dywany, czyli historia jednego zdjęcia

15 marca 2018opycha.pl

Dzisiaj troszkę niecodzienny wpis. Będzie bardziej o pracy nad blogiem, o tym, że ciężka praca jednak się często opłaca. Można powiedzieć, iż dzisiaj będzie dużo bardziej osobiście niż zwykle…

Wywiady, autografy i czerwone dywany, czyli historia jednego zdjęcia

JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE TRAFIŁAM DO GAZETY?

Pisałam już kiedyś, że „praca” blogera to nie tylko wrzucanie przepisu, ale także wszystko, co dotyczy promocji, kontakt z czytelnikami, obróbka zdjęć, co w sumie zajmuje dużo więcej czasu, niż samo zredagowanie wpisu. Promocja bloga ma na celu dotarcie do jak największej ilości czytelników, co ułatwiają media społecznościowe i tzw. agregatory, czyli serwisy udostępniające wpisy blogerów. Jednym z takich agregatorów, jednym z moich ulubionych, jest serwis kulinarny durszlak. W przypadku tego portalu zadziało się coś, co zaprzecza opinii społecznej na temat prasy. Otóż obecnie prasa przenosi się do sieci, natomiast durszlak postanowił przenieść się z wirtualnej rzeczywistości na papier. Tym sposobem blogerzy weszli do kiosków. Naturalną koleją rzeczy było to, że durszlak zwrócił się po przepisy do użytkowników swojego agregatora.

Wywiady, autografy i czerwone dywany, czyli historia jednego zdjęcia

Wywiady, autografy i czerwone dywany, czyli historia jednego zdjęcia…

Co najczęściej słyszę w związku z tym, że prowadzę bloga? Gdy ktoś dopiero się dowiaduje, że prowadzę bloga, to najpierw pyta czy na tym zarabiam. Nie jestem pewna, czy dochodowe blogi zawsze podają lepsze przepisy, wiem natomiast, iż faktycznie fajnie byłoby zarabiać na pisaniu, choć jak na razie nie, nie zarabiam 😉 Bardziej jednak cieszy mnie, że jak już ktoś zna mojego bloga, to często słyszę, że jest progres. Najczęściej dotyczy to zdjęć. Fakt, cały czas nie jest to full profeska, ale niestety praca zawodowa zżera mi czas, który wolałabym wykorzystać na naukę fotografii 😉 Mimo wszystko jednak gołym okiem widać, że każdego dnia jest lepiej. Naturalną koleją rzeczy było więc, iż z czasem zacznę podmieniać stare fotki. Nie wiem, czy widziałeś przepis na makaron z kapustą i ziemniakami… był to jeden z pierwszych przepisów, który trafił na opycha.pl. Zdjęcie było tragiczne, chyba najgorsze na całym blogu, a ja bardzo lubię ten wpis i chciałam go udostępniać, tylko trochę słabo takie brzydkie foto promować w sieci. Jednego dnia skoczyłam więc kupić główkę kapusty włoskiej, ugotowałam potrawę i zrobiłam zdjęcie. Teraz to jedno z moich ulubionych i gdy wysyłałam swoje propozycje do gazety „durszlak”, to liczyłam właśnie na ten makaron.

Wywiady, autografy i czerwne dywany, czyli historia jednego zdjęcia...

CHYBA SIĘ JEDNAK NIE UDAŁO…

Powiem Ci szczerze, że ucieszył mnie już sam mejl od redakcji „durszlaka”, bo to była oznaka zainteresowania. Od początku opychy.pl miewałam sporo momentów załamania, myślenia „to nie ma sensu, pewnie i tak nikt tego nie czyta”… za każdym razem jednak uruchamiała się wtedy grupa wsparcia i znajomi w trzy sekundy stawiali mnie do pionu. Wysłałam swoją propozycję do redakcji, odzewu nie było. Pomyślałam, że pewnie temat umarł śmiercią naturalną, ale i tak fajnie, iż się odezwali. Wszystko zmieniło się wczoraj. Dostałam wiadomość od znajomej blogerki Madzi, która prowadzi okiemblondynki, było w niej jedno zdanie – gratuluję debiutu w gazecie! Od słowa do słowa i powiem Ci, że zrobiło mi się ciepło w serduszku! Poczułam się doceniona przez kogoś z zewnątrz, pomyślałam, iż ciężka praca jednak czasem się opłaca 🙂 Już od jakiegoś czasu staram się podnosić umiejętności, aby dostarczać Ci treści jak najlepszej jakości, ale teraz, gdy miałam okazję zobaczyć się w gazecie z tak miłymi dziewuszkami jak wspomniana Madzia, czy też Monika z rewelacyjnego bloga kardamonowy.pl dostałam jeszcze większego kopa motywacyjnego!

Tym samym chciałabym Ci podziękować, że jesteś tu ze mną, czytasz moje wpisy i przebywasz razem ze mną kulinarną podróż. Wspomnę jeszcze tylko, iż bardzo lubię wiadomości i komentarze, w których czytelnicy przesyłają swoje opinie, zdjęcia swoich potraw. Jeśli więc coś Ci zasmakowało, jeśli coś Ci się jednak nie podoba – pisz, komentuj, masz do dyspozycji formularz kontaktowy. Jestem tu dla Ciebie!

Poprzedni post Kolejny post