Słodkości grzechu warte

24 lutego 2017opycha.pl

Kto nie lubi przekąsić od czasu do czasu jakiegoś małego deserku ręka do góry! No, raczej nie widzę lasu rąk… W każdym z nas, czasem gdzieś bardzo głęboko, a czasem na samym wierzchu, tkwi dusza łasucha. Czytając tytuł tego wpisu pewnie myślicie, że teraz będę Was zniechęcać do małego co nieco? Nic bardziej mylnego! Bo są słodkości grzechu warte!

slodkosci-grzechu-warte

SŁODKOŚCI CZY JEDNAK TŁUSZCZ Z CUKREM?

Drodzy czytelnicy, ten blog ma za zadanie zachęcić do jedzenia, więc tak tez zamierzam zrobić, nawet przy temacie deserów. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na fakt, iż słodkie przekąski możemy podzielić na dwie grupy – cukrowy szajs oferowany w sklepach i to, co możemy przygotować sami, aby sobie zapewnić zastrzyk składników odżywczych i pyszny smak. Te pierwsze to powszechnie spotykane batony, tanie czekolady, popularne ciastka, które najczęściej są mieszanką białego cukru i utwardzonego tłuszczu, okraszoną na bogato chemią spożywczą. Te drugie natomiast to nasze własne produkty, desery np. z owoców, dające nam nie tylko przyjemny smak, ale także będące źródłem witamin, białka, dobrego tłuszczu. Nie zamierzam się dziś skupiać na gotowych słodyczach, kuszących nas na sklepowych półkach ładnym, szeleszczącym opakowaniem. Moim celem na dziś jest zachęcić Was drodzy czytelnicy do poświęcenia chwili, aby Wasze małe co nieco poza przyjemnością dla kubków  smakowych dało też drobinę szczęścia reszcie Waszego organizmu.

WYJŚCIE POZA RAMY

Co mam na myśli pisząc „domowe desery”? Żyjemy w czasach, gdy kulinaria już dawno wyszły poza ramy tradycji i idą w ekspresowym tempie do przodu, codziennie znajdując nowe receptury i stosując nietypowe połączenia. Dzięki temu do skomponowania deseru nie musimy już zasypywać mąki cukrem, zalewać mlekiem i wstawiać do piekarnika. Teraz łakocie mają za zadanie nie tylko dawać przyjemność, muszą być także funkcjonalne. W ten sposób wpadliśmy w trend przygotowywania deserów nawet z użyciem warzyw, co jeszcze nie tak dawno było nie do pomyślenia. Nutella z awokado i banana? Czemu nie! Brownie z fasoli? Oczywiście! Przełamujemy stereotypy, słodkości to już nie tylko klasyczne ciasta i galaretki.

Oczywiście ten trend nie każdemu się podoba, nie każdego kręci. Mogę jednak przytoczyć przykład z autopsji. Nie tak dawno udałam się z koleżanką do jednej z kawiarni w moim mieście. Gdy powiedziała „o, są nawet ciasta!” uprzedziłam, iż te piękne wypieki w witrynce to ciasta wegańskie. Nie zniechęciła się, choć nie jest weganką i wcześniej z czymś takim nie miała do czynienia. Mało tego, rzuciła się od razu na głęboką wodę i nabyła tofurnik, czyli coś w rodzaju sernika, jednak wyprodukowane z tofu, a jak wiadomo, jest to dość kontrowersyjny produkt. Czekałam, aż spróbuje, gdyż sama uwielbiam tego typu „eksperymenty”, ale bardzo byłam ciekawa opinii kogoś, kto nie siedzi w temacie. Wiecie co? Była bardzo zadowolona i jednocześnie zdziwiona, jak syte może być takie wegańskie ciasto. Ja w wegańskich deserach cenię sobie przede wszystkim to, iż nie są tak do bólu słodkie, jak te tradycyjne. Dzięki temu mają wielowarstwowy smak, który można odkrywać z każdym kolejnym kęsem, zamiast zapychać się jednowymiarową słodyczą białego cukru.

KONIEC EPOKI CUKRU

Pewnie się zastanawiacie teraz, czym ten cukier najlepiej zastąpić? Wachlarz propozycji może być bardzo długi. Od tradycyjnego miodu, poprzez różne słodziki, np. stewia czy ksylitol, na bananach i daktylach kończąc. Ja preferuję miód i owoce. Ostatnio nawet spróbowałam zrobić swój pierwszy tofurnik. Masę z tofu i borówek oraz spodnią warstwę, która składała się z płatków owsianych i orzechów posłodziłam miodem. Jak już wspomniałam, było to moje pierwsze podejście i dzisiaj już wiem, że przepis będzie modyfikowany. Ser zamierzam „posłodzić” bananem, natomiast spód daktylami. Jeśli ta wersja spełni moje oczekiwania, to z pewnością podzielę się tutaj przepisem!

Poprzedni post Kolejny post