s.o.s. postanowienia noworoczne - odchudzanie

Jest końcówka stycznia. Prawdopodobnie już większość osób olała swoje postanowienia noworoczne. Nie czytaj dalej, jeśli chcesz być jedną z nich. Chcesz jednak zawalczyć o swoje postanowienie noworoczne dotyczące odchudzania? Zapraszam zatem do dalszej części tekstu!

s.o.s. postanowienia noworoczne - odchudzanie
Obraz PDPics z Pixabay

Jak brzmi twoje postanowienie noworoczne?

Będę się zdrowo odżywiać i „wylaszczę” się na lato!

No dobra, całkiem fajne postanowienie! A co robisz, żeby się „wylaszczyć” i zdrowo odżywiać? No właśnie, tu jest pies pogrzebany! Spora część społeczeństwa po prostu zamieni batony na owocowy jogurcik, który po jakimś czasie im zbrzydnie i tyle. Poza tym, co właściwie znaczy „wylaszczę się”?

Czas ustalić konkrety! Choćby takie minimalne, jak np. „pozbędę się oponki na brzuchu”, „wejdę w końcu w stare jeansy”. To jest już jakiś wyznacznik tego, co chcesz osiągnąć! Tylko co z tym jogurtem? Nic, w ogóle go nie kupuj, bo jogurty owocowe nie są zwykle fit 😉 Raczej kup sobie (i przeczytaj!) jakąś książkę o zdrowym odżywianiu lub skonsultuj się ze specjalistą w celu ułożenia dobrej diety. Konkret, konkret i jeszcze raz konkret! Dodatkowo zrób coś, żeby czuć się jak laska/lasek, zamiast po prostu schudnąć. Weź się za aktywność fizyczną! Fakt, większą zasługę w zrzucaniu wagi ma odżywianie, ale aktywność fizyczna poprawia samopoczucie i samoocenę.

Wiem już co chcę zrobić i co dalej?

Przecież ja nie mam na to wszystko czasu, kiedy ja mam niby gotować i trenować?

Ostatnio sporo się mówi o sile nawyków i coś jest na rzeczy! Specjaliści twierdzą, że na wyrobienie nawyku potrzebujesz ok. 3 tygodni. Zatem postaraj się przez te 21 dni spiąć poślady i starać wyrobić sobie dobre zwyczaje! Jakie? Regularne posiłki, w miarę zbilansowana dieta i ruch. Jak to zrobić, gdy na nic nie masz czasu i cały świat jest przeciwko tobie?

Tak sobie poukładaj dzień, aby wszystko wcisnąć tam, gdzie trzeba. Niedawno jedna z czytelniczek napisała mi, iż mąż poradził jej zaraz po powrocie z pracy zabrać się za trening, a potem robić obiad. I ja się z tym zgadzam! Obiad i tak zrobisz, bo zmusi cię do tego głód, natomiast jak odłożysz trening na później, to jest wysoce prawdopodobne, że go już nie zrobisz.

Zrób sobie listy i planuj! Wbrew pozorom lista posiłków może być bardzo pomocna. Zwykle jest tak, że jak chcesz zrobić coś do jedzenia, to najpierw jest problem „ale co mam zrobić?”, potem szukanie w lodówce i „o jaaa, chyba muszę iść do sklepu”, a na koniec zamawianie pizzy i brak treningu, bo się przecież obeżresz i będziesz leżeć jak anakonda oglądając Netflixa. Zatem planuj posiłki, zrób tabelkę jak plan lekcji i powieś sobie na lodówce. Jeśli skorzystasz z diety od specjalisty, to problem masz z głowy – wydrukuj i gotowe! Na podstawie menu zrób listę zakupów, kup co trzeba i masz z głowy. Ja robię zakupy raz w tygodniu i oszczędzam na tym sporo czasu! Teraz pozostaje przestrzegać planu. Jeśli nie masz nawyku regularnego jedzenia, to możesz sobie nawet ustawić alarmy w telefonie – ważne, aby działało! Sprawdź też, czy na liście nie ma posiłków, które można przygotować w luźniejszy dzień i zamrozić/zawekować/schować do lodówki. To kolejny sposób na lepszą organizację i brak wymówki typu „nie mam czasu”.

I teraz wchodzi on, cały na biało – leń!

Kurde, to aż tyle trzeba robić? No nie wiem, czy dam radę…

Sorry Gregory, mnie też się czasem nie chce. Jeśli muszę iść pobiegać, a mam lenia, to po prostu wciągam leginsy na tyłek, zakładam buty do biegania i lecę pobiegać. Nie czekam na natchnienie, nie rozmyślam, tylko biorę organizm podstępem. Zanim się zorientuje, że biega, to już będę miała pierwszy kilometr za sobą (i tak jest z każdym innym treningiem).

Lista posiłków? Przecież to zajmuje czas…

Ile czasu zajmuje stanie przed lodówką i myślenie co ugotować? Ile czasu zajmuje ci obskoczenie wszystkich facbook’owych grup kulinarnych z pytaniem „kochani, co dziś na obiad, bo już nie mam pomysłów?”… No właśnie, a tak to sobie usiądziesz na godzinkę czy dwie (raz w tygodniu) i masz z głowy! Jak coś ci wpadnie w oko w gazecie, na jakimś blogu, w grupie na Fejsie, to sobie to zapisuj i wykorzystuj przy robieniu listy. Szukaj sposobów, aby sobie ułatwić życie, ale nie szukaj wymówek!

Daj sobie szansę, dotrzymaj postanowienia!

Ale ja chyba nie mam motywacji…

No to teraz czytaj wyjątkowo uważnie – postanowienia noworoczne nie biorą się od czapy! Fakt, czasem inspirujemy się kimś innym (bo ta Chodakowska taka chuda!), czasem robimy coś pod wpływem otoczenia (np. mamusi i jej tekstu „przestań w końcu tyle żreć tego świństwa i zadbaj o siebie!” 😉 ). Często jednak sami czujemy wewnętrzną potrzebę zmiany. Wydaje nam się, że cały świat idzie do przodu, a my stoimy w miejscu. Nie ma w tym nic złego, większość z nas chce się rozwijać w jakimś kierunku, fajnie żyć. Pomyśl więc, że to zdrowsze odżywianie, sport, to nie tylko szczuplejsza sylwetka. To wejście po schodach bez zadyszki. To także zabawa z dziećmi bez stanu przedzawałowego i potu na czole! Skoro więc udało ci się podjąć decyzję o zmianach, to w końcu coś zmień! Brutalna prawda jest taka, że nie dojdziesz do innego miejsca idąc wciąż tą samą drogą, więc wyjdź ze swojej strefy komfortu i wreszcie coś zmień!

Oceń wpis (5 / 4)

Podobne wpisy

21
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelina
Gość

Mam wrażenie, że za dużo myślimy o tym co trzeba zrobić, niż rzeczywiście bierzemy się do roboty. Gdyby zamiast zastawiać się nad tym czy zrobić trening czy nie już dawno mielibyśmy go w połowie zrobiony.

Joanna
Gość

Myśle, że planowanie to najgorsze przekleństwo. Najczęściej człowiek się wtedy rozczarowuje. Dlatego życzyłam swoim bliskim w tym roku niezbyt wielu postanowień żeby uniknąć rozczarowań. A co do figury? Uważam że najlepiej jest zaczynać od małych kroków, nie odmawiać sobie drastycznie przyjemności tylko dokonywać trochę mądrzejszych wyborów w jedzeniu na mieście i w domu.

Babownia
Gość
Oceń wpis :
     

Znajome 😀 przerabiane od czasu do czasu 😀 Z nawykiem to niestety ściema straszna jest, bo mówi się, że to średnio trzy tygodnie, ale niestety nie jest to takie matematyczne. Chyba najbardziej pomaga zdrowy rozsądek. Jeśli planuję zdrowiej jeść, to i tak to co lubię. Bo cóż z tego, że chciałam pić zdrowszą zieloną herbatę? Wytrzymałam 8 tygodni!!! Naprawdę! I co? Nici z nawyku, bo jej nie znoszę 😀 Tak samo z brokułami i jarmużem. Nawet jak się bardzo staram, raz na kwartał to jest moje absolutne maksimum. Więc wybieram mnóstwo ogórków kiszonych 😀 Fajny tekst! Zdrowo motywujący 🙂 Ściskam… Czytaj więcej »

Beata
Gość

Całe szczęście, że nie miałam takiego postanowienia 😉

Agnieszka z Holistyczne.pl
Gość

Małe kroki, zmiana nawyków a przede wszystkim złoty środek. I „wylaszczyć” się można i być zdrowym za jednym zamachem ;-0

Maciej
Gość
Oceń wpis :
     

Chyba ta formuła postanowień noworocznych zaczyna się wyczerpywać. W zeszłym roku przesadzili u nas z promocjami przed świętami i w tym roku było już tego dużo mniej. Z postanowieniami jest podobnie, po apogeum nadchodzi zmierzch 🙂

Kamila
Gość
Kamila
Oceń wpis :
     

Czasem się zastanawiam, czy ze mną jest wszystko w porządku, bo ja nigdy postanowień noworocznych nie robię 😉 Natomiast jeśli chcę coś zmienić, to zabieram się za to od razu, nie przekładam do poniedziałku, do nowego miesiąca itp. Ustalam co potrzebuję (np. nowe buty do treningów), kupuję to, w międzyczasie ustalam sobie co i jak będę robić żeby to wszystko pasowało w mój plan dnia i jadę z koksem. Zgadzam się też z tym, co pisze Joanna-żeby nie ograniczać sobie drastycznie przyjemności. U nas w domu mój mąż zaproponował, żeby jeść słodkości tylko w weekend. I to działa. Od poniedziałku… Czytaj więcej »

trackback

[…] Czytaj Dalej […]

blogierka
Gość
Oceń wpis :
     

Ania, Ty umiesz tez w motywację! 😀 Ale to chyba dlatego, że masz jaja i stąd lubię czytać Twoje teksty niezależnie czy to przepis czy nie.

Agata
Gość
Agata

Staram się na bieżąco, przez cały rok pracować nad sobą – z różnym skutkiem 🙂

Dana
Gość

Akurat w kwestii odchudzania mam jakoś tak, że nie robię sobie takich postanowień na początku roku, a gdzieś pod koniec lutego lub w marcu, gdy wiem, że lato się nieubłaganie zbliża i będę potrzebować ok 3-4 miesięcy do pozbycia się zimowych zapasów 😀 o dziwo – jak dotąd ta strategia mi działa. Gdy dzień dłuższy i cieplej za oknem, jakoś łatwiej jest mi się zmobilizować do ruchu i przestrzegania diety.