jak żyć własnym życiem, matrix, życie na pokaz, indywidualizm, moda, trendy

Moi obecni sąsiedzi muszą albo mieć niezły ubaw, albo mieć mnie za kompletną wariatkę. Dlaczego? Zdarza mi się iść do samochodu w piżamie. Idę, bo zapomniałam czegoś zabrać, a nie chce mi się stroić na trzyminutowy spacer. Kiedy indziej zakładam pierwszą lepszą ciepła bluzę (najczęściej dwa rozmiary za dużą), biorę miskę, łopatkę do przerzucania kotletów i zbieram czysty śnieg przy pobliskiej stacji transformatorowej. Daję im też odrobinę rozrywki, gdy wystawiam na balkon kupę gratów, żarcie i robię zdjęcie. Czy to wszystko jest dla nich dziwne? Niewątpliwie. Czy to jest dla nich zabawne? Tego nie wiem. Część z nich pewnie jest zniesmaczona, ale na szczęście kilka osób chyba nieświadomie obdarzam w ten sposób uśmiechem. Dlaczego teraz o tym piszę? Bo otoczenie uważa, że to niecodziennie, odchył od normy, takie… hipsterskie. Ja natomiast uważam, iż po prostu mam odwagę żyć własnym życiem.

matrix, życie na pokaz, indywidualizm, moda, trendy

 

Jak sami wpędzamy się do Matrixa

 

Zaczęło się niewinnie, od gazet. Pamiętam, że dawno temu była taka czarno-biała gazeta o wymownym tytule „Skandale”. Opisywano tam przeróżne historie. Szczególnie zapadł mi w pamięć artykuł o kobiecie, która miała włosy dłuższe niż ona sama, a gdy je obcinała, to z włosów leciała krew… Dasz wiarę? To oczywiście bujda na resorach, ale ludzie w to wierzyli, to był dopiero skandal! 😉 Potem przyszła telewizja i kolorowe czasopisma. Powoli do naszej rzeczywistości wdzierały się wzorce przykładnej rodziny, kanony piękna zupełnie inne, niż dotychczas. Zaczęły się reklamy i konsumpcjonizm. Pierwotnie chcieliśmy tylko zaspokoić swój instynkt podglądacza, ale potem wymknęło się to spod kontroli i zapragnęliśmy być tacy, jak ci ludzie z gazet i telewizji. Dawniej miarą człowieczeństwa były czyny, teraz są to metki, sylikonowe cycki i sześciopaki. Teoretycznie mamy więcej wolności, bo nie przejmujemy się już jak kiedyś tym, co ludzie powiedzą. Swoją drogą, pamiętasz ten serial? „Co ludzie powiedzą” cieszył się sporym powodzeniem. Główna bohaterka, pani Bukiet robiła wszystko, żeby być częścią elity społecznej mimo, iż wywodziła się raczej z „normalnego” domu. To właśnie super przykład jak niektórzy potrafią zatracić siebie, żeby stać się takim, jak wszyscy inni. Nie przypomina ci to czegoś? Pamiętasz film Matrix“? To właśnie tam pokazano jak wygląda rzeczywistość, gdy społeczeństwo nie żyje świadomie, na własnych zasadach.

 

Dlaczego ludzie przestali żyć własnym życiem i stali się fabrycznym produktem

 

Wyjdź na ulicę i się rozejrzyj, ale tak świadomie… Zauważysz, że ludzie dzielą się na dwie grupy. Na osoby z fabryki i na te, które nadal walczą o to, aby żyć własnym życiem. Część przechodniów będzie wyglądała jak swoje własne klony. Podobny ubiór, podobne zachowanie, papierowe kubki z tej samej kawiarni. Druga grupa będzie zbiorem tych, którzy odstają. Część dlatego, że życie własnym życiem jest dla nich naturalne. Drudzy to ci, którzy dość nieudolnie starają się wydostać z grupy klonów, więc przeginają w drugą stronę i stają się aż przerysowani w swojej indywidualności.

 

Dlaczego takie podziały?

 

Człowiek jest mimo wszystko zwierzęciem stadnym i czuje potrzebę przynależności. Chce więc w jakiś sposób należeć do wspólnoty, do jakiegoś stada. W tym celu przestrzega ogólnie przyjętych norm, trendów i mody. To wszystko ułatwiają media, szczególnie te społecznościowe. Inni pokazują nam co jeść, gdzie bywać i ogólnie jak żyć. Niestety człowiek poza tym, że jest zwierzęciem stadnym jest też trochę leniem. Zatem jak poda się mu na srebrnej tacy receptę na to, jak się zachować, żeby należeć do grupy, to bardzo chętnie tę receptę zrealizuje. Dzięki temu nie musi się martwić, czy dobrze czuje się w swoim ubraniu. Co tam, buty niewygodne, spodnie piją w kroku, ale takie są modne. Nie ważne, czy wygląda jak pajac, ważne, że zgodnie z trendami. Nie musi się zastanawiać do której knajpy pójść, bo przecież sprawdzi, gdzie bywa najwięcej ludzi i tam właśnie się skieruje. Co najgorsze – nie musi nawet mieć własnego zdania. Przeczyta kilka blogów, poogląda profile sławnych ludzi w mediach społecznościowych i z nich pobierze swój pogląd na świat niczym plik w formacie PDF.

 

Na szczęście zawsze muszą być wyjątki, które potwierdzą regułę. Uchowała się gromada ludzi, którzy wolą jednak panować nad własnym życiem. Nie słuchają rad coach’ów, korzystają z internetów świadomie i tak samo świadomie wykorzystują trendy. Wybierają to, co im pasuje, a resztę olewają. W jaki sposób weryfikują za czym podążać, a za czym nie? Bardzo prosto – mają swój własny światopogląd i na jego podstawie są w stanie ocenić co im leży, a co nie. To jest właśnie to, co się nazywa stylem. Nawet spece od mody tłumaczą jak krowie na rowie – styl to nie to, co jest na wybiegach, tylko to, co sam wybierzesz. Tak też tłumaczyła mi koleżanka, która prowadzi bloga “Okiem blondynki” – blog typu “lifestyle” ma inspirować. Nie dyktować.

 

Tabletka niebieska i czerwona – trudna decyzja do podjęcia

 

Jak wspomniałam, nasza rzeczywistość wygląda już jak w Matrixie. Możesz wybrać dwie drogi. Pierwsza to bezmyślne podążanie z prądem. To bardzo wygodny wybór. Życie nagle staje się łatwiejsze, bo idąc ślepo za trendami i modą zdejmujesz z siebie ciężki krzyż podejmowania decyzji. Ktoś już zrobił to za ciebie, a twoim jedynym zadaniem jest powielić schemat u siebie. Jest jeszcze ta trudniejsza droga, czyli świadome życie własnym życiem. To tutaj właśnie pojawiają się te wszystkie straszne pojęcia jak asertywność, światopogląd, a nawet rzadko używane określenie „kontestator”. Pójście tą drogą przypomina orkę. Musisz podejmować codziennie milion decyzji, ale też otoczenie będzie chciało, żeby się potem z nich wytłumaczyć. Dlaczego idziesz do auta w piżamie? Przecież wszyscy chodzą w poza domem w normalnym ubraniu. Po co ci ten śnieg? Ludzie nie zbierają śniegu łopatką do kotletów i nie noszą go do domu. Mało tego, grono twoich przyjaciół też się zmieni, bo ludzie często boją się inności. Boją się tak bardzo, że jako obronę stosują atak. Stąd tez pejoratywne pojęcia jak „odmieniec”, „wariat”. Nie ułatwia to podjęcia decyzji, którą drogą pójść. Warto też pamiętać, że osoba, która wybierze życie własnym życiem będzie miała takich decyzji do podjęcia miliony, bo codziennie będzie dokonywała masy wyborów.

 

Odpowiedz sobie na pytanie, co ci bardziej pasuje

 

Jest wiele sławnych osób, które poszły w zaparte, żyją tak, jak chcą i tego nie żałują. Elon Musk, Steve Jobs… Oni łamali powszechnie przyjęte reguły, nie przejmowali się tym, co ludzie powiedzą, czy ktoś ich będzie lubił. Doszli bardzo daleko, ale cena też była trochę wyższa. Te dwa nazwiska mają rzeszę zwolenników, ale i przeciwników. Wyrwali się z szablonu, więc budzą skrajne uczucia. Teraz ich podziwiamy, ale na początku swojej kariery pewnie nie raz ktoś ich nazwał wariatem czy odmieńcem (teraz w sumie też tak się czasem i o nich mówi). Nie trzeba jednak sięgać tak wysoko, aby się przekonać, czy ludzie, którzy poszli swoją drogą nie żałują. Na Instagramie poznałam Grażynę, która wiecznie podróżuje. Zapytałam kiedyś „Graża, kurde, nie za dobrze masz?”. Odpowiedź brzmiała „jedni wydają kasę na drogie buty, ja kupuję bilety lotnicze”. Sama po sobie widzę, że to się opłaca. Jeżdżę 20-letnim Oplem, siłą ze złomu wyrwanym. Nie jest luksusowy, ale też nie jest drogi. Przywalę w lampę, zarysuję? Ok, stało się. Przynajmniej nie muszę płakać, bo zostawiłam tysiąc złotych u mechanika za wymianę zderzaka… Oszczędzam w ten sposób nerwy i pieniądze. Nie robiłabym tego jednak, gdybym się przejmowała opinią innych, bała się docinków, że jeżdżę starym gratem. To auto spełnia swoje zadanie – wozi mi tyłek, więc co się mam przejmować…

 

Teraz zrób małe ćwiczenie, takie zadanie domowe. Wyobraź sobie, że leżysz na łożu śmierci. Jak myślisz, co by ci dało więcej szczęścia – myśl, że udało ci się iść z prądem, czy świadomość, że choć przez chwilę udało ci się żyć tak, jak chcesz?

Podobne wpisy