Livinio Włochy urlop zimowy co jeść co robić

Livigno to małe miasteczko we włoskich Alpach, które dopiero zdobywa turystyczną renomę w okresie letnim, natomiast w zimie cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Ja byłam tam już czwarty raz i nie mogę się doczekać piątego. Fajne stoki, duża ilość restauracji i tani alkohol – tak w skrócie można opisać to miejsce. Ja jednak opowiem o nim dzisiaj troszkę więcej, bo choć może się to wydać niemożliwe – co roku poznaję w Livigno coś nowego. Zatem zapraszam do dalszych akapitów, z których się dowiesz co jeść i robić w tym małym, ale pięknym miasteczku.

Livinio Włochy urlop zimowy co jeść co robić

CO MUSISZ WIEDZIEĆ ZANIM POJEDZIESZ DO LIVIGNO?

Ja jeżdżę do Livigno zawsze przed sezonem, czyli mniej więcej w połowie grudnia. Nawet jeśli nie ma naturalnego śniegu, to stoki są sztucznie naśnieżane. Nie jest to może super wiadomość, ale fakty mnie przekonują… Przed sezonem w Livigno są darmowe skipass’y (karnety na wyciągi), dzięki czemu wyjazd do włoskich Alp wychodzi przy obecnych cenach taniej, niż np. Zakopane. Nie namawiam jednak, żeby jechać tylko w tym okresie. Jeśli Cię stać, to śmigaj kiedy masz ochotę.

Moja grupa (mamy kolegę, który prywatnie zabiera się za organizację) wynajmuje zawsze nocleg przez agencję turystyczną Living. Od trzech lat dostajemy w cenie bonusy. W tym roku był darmowy posiłek w restauracji Mario’s (będę o tym pisać w dalszej części), dwa lata temu także darmowa wejściówka na basen Aquagranda. Standard apartamentów bywa różny. Na moje cztery wyjazdy pierwsze dwa wypadły normalnie, trzeci średnio (dość staromodny wystrój itp.), natomiast w tym roku załapaliśmy się na świeżo oddany do użytku budynek i była petarda! Zwykle taki apartament (nie mam na myśli hoteli, tylko prywatne kwatery) obejmuje sypialnie, pokój dzienny z kuchnią (lub aneksem kuchennym) i łazienką. Jest to ważna informacja, ponieważ nie jedząc codziennie na mieście możesz sporo zaoszczędzić. My zwykle gotujemy w domu, obskakując troszkę nasze ulubione lokale. Chciałabym Cię też poinformować, że przez te cztery lata obowiązywała (więc pewnie będzie obowiązywać nadal) kaucja za skipass w wysokości 5 euro (kwota może się zmienić), która jest zwracana w momencie, gdy oddasz skipass.

Jeśli wybierzesz dojazd do Livigno autem, przez Szwajcarię, poszukaj wcześniej informacji o aktualnych limitach obowiązujących na przejściu granicznym. Szwajcarię przekroczysz okazując dowód osobisty, jednak nie należy ona do Unii Europejskiej i nie możesz ot tak przewozić produktów w dowolnych ilościach. Teraz kolejna, cholernie ważna sprawa… Jeśli jedziesz przez Szwajcarię, sprawdź w jakich godzinach wjedziesz do tunelu łączącego ją z Livigno (to samo przy wyjeździe). Korzystanie z tunelu skraca drogę, ale można się w nim poruszać tylko w jedną stronę, zatem obowiązuje ruch wahadłowy. Kierunek jazdy zmienia się co kilka godzin, dlatego tak ważne jest, aby się dobrze wstrzelić. Tutaj muszę też niestety wspomnieć o tym, iż za korzystanie z tunelu pobierana jest opłata (możesz kupić bilet przez internety, wyjdzie taniej). Bilet obowiązuje w obie strony, zatem nie wyrzucaj go po pierwszym przejeździe, bo będziesz niepotrzebnie płacić podwójnie. Livigno należy do strefy wolnocłowej, co oznacza, że kupisz tam taniej np. alkohol czy kosmetyki, jednak pamiętaj, że przy przejeździe przez Szwajcarię obowiązują Cię wspomniane limity, to samo z produktami spożywczymi, np. mięsem, zatem naprawdę warto sprawdzić ile czego można przewieźć, żeby nie trzeba było dopłacać przy ewentualnej kontroli.

Na koniec tego akapitu dorzucę jeszcze informację, która może nie ułatwi Ci życia w Livigno, ale z pewnością pozwoli przygotować się na niespodziewane sytuacje… W tym miasteczku obowiązuje sjesta, czyli przerwa w pracy w ciągu dnia. Niestety nie jestem w stanie określić jednoznacznie o której się zaczyna i kończy, bo każdy lokal ma wyznaczone swoje godziny. Ja w tym roku „nadziałam” się w agencji turystycznej oraz w burgerowni, ale co zrobić, co kraj, to obyczaj 😉

Po całym mieście kursują darmowe skibusy, z których możesz korzystać jak z komunikacji miejskiej. Staraj się jednak dokładnie sprawdzić którym autobusem powinieneś jechać. Jeśli wsiądziesz nie w ten, co trzeba, to może i dojedziesz tam, gdzie chcesz, ale zajmie Ci to dużo więcej czasu, bo pojedziesz po obrzeżach Livigno. Ja lubię chodzić, więc jeśli wyruszałam gdzieś sama, to i tak korzystałam z „autobuta” i chłonęłam atmosferę miasteczka.

CO MOŻNA ROBIĆ W LIVIGNO?

Niestety jeszcze nie udało mi się dotrzeć do Livigno latem, więc napiszę Ci co możesz tam robić zimą. Ja co roku teoretycznie jadę tam na snowboard, ale już dawno odkryłam, że mi i desce nie jest ze sobą po drodze. Najbardziej kręcą mnie spacery po okolicy, bo jest naprawdę pięknie zarówno wtedy, gdy leży śnieg, jak i gdy go nie ma. Jeśli jest biało, poruszaj się po okolicy dość ostrożnie. Szanuj ostrzeżenia o zagrożeniu lawinowym, staraj się też poruszać raczej wydeptanymi ścieżkami. Ja w tym roku udałam się na szlak, który wcześniej widziałam bez śniegu i tylko dlatego wiedziałam, że pod warstwą puchu kryją się strumyki. Wydaje mi się też, iż brodzenie po kolana w śniegu jest wątpliwą przyjemnością, a właśnie takie ilości tam leżą, jeśli trochę popadało.

Mimo pięknej okolicy miejscowi dbają o to, aby turyści się nie nudzili. Poza kilkoma stokami, po których możesz szusować na nartach czy snowboardzie jest też trasa do śmigania na nartach biegowych. Można powiedzieć, że ciągnie się prawie przez całą miejscowość, zatem jest gdzie polatać. Jeśli już jesteśmy przy temacie latania – widziałam spadochroniarzy wpiętych w narty, ale niestety nie znam szczegółów na temat takich atrakcji. Pomijając typowe sporty zimowe, możesz na miejscu wypożyczyć rower na bardzo grubych oponach (fat bike), który sprawdza się w jeździe po śniegu. Natomiast przy samym wjeździe do Livigno mieści się wypożyczalnia gokartów, którymi możesz poszaleć po ośnieżonym torze. Wspominałam już też o małym aquaparku. Jeśli natomiast szukasz bardziej przyziemnych rozrywek, to miasteczko oferuje sporo sklepów świetnych na odlotowe zakupy. Są to zarówno perfumerie z drogimi (ale tańszymi niż w Polsce) kosmetykami, ale też sklepy z odzieżą luksusowych marek (np. Giorgio Armani). Ponadto oczywiście możesz korzystać z dobrodziejstwa miejscowych przedsiębiorców i udać się do miejscowych restauracji i klubów. Nudzić się raczej nie będziesz…

CO MOŻNA ZJEŚĆ W LIVIGNO?

No i tu zaczyna się rozmowa! 😉 W barach i restauracjach masz głównie kuchnię włoską, ale też znajdziesz hamburgery, a nawet kebab. Miejscowi stawiają raczej na swoją kuchnię narodową, więc nie znajdziesz w Livigno restauracji orientalnych, indyjskich itp., choć wydaje mi się, iż gdzieś mi mignęło sushi (ale nie dam sobie za to ręki uciąć). Ja jadam zwykle w tych samych dwóch lokalach, ale wspomnę jeszcze o kilku innych miejscach w ramach ciekawostki. Niestety nie byłam w stanie zrobić zdjęć konkretnych potraw, ponieważ zwykle „na miasto” udawałam się po zachodzie słońca, a w takim świetle i tak na zdjęciach nie byłoby zbyt wiele widać. Specjalnie natomiast wygospodarowałam jeden dzień, aby przejść przez miasto i zrobić zdjęcia odwiedzonych lokali, dzięki czemu przechodząc obok możesz je rozpoznać. Na większość z nich wpadniesz w centrum miasteczka, idąc wzdłuż głónej ulicy. 

Włochy Livigno co zjeść co robić kebab

KEBAB, JAKIEGO SIĘ NIE SPODZIEWASZ

Na początek kilka słów o kebabie „Mister Pizza”. Ja trafiłam tam z czystej ciekawości. Zamówiłam kebab w bułce z frytkami (kosztowało mnie to 7 euro). Co dostałam? No właśnie, i tu się zaczyna zaskoczenie. Choć jest to typowy fast food, to można się zdziwić. Bułka nie była klasyczną bułą, tylko bardziej przypominała coś między pitą, a cienkim plackiem do pizzy. Samo mięso niestety raczej nie było prosto z belki i nie każdemu będzie smakować (jadłam z dwoma osobami, jedna nie była zachwycona). Frytki jak frytki, wiadomo, ale… do buły zapakowane jest głównie mięcho, odrobina warzyw i sosu. Nie znajdziesz w niej kilograma kapuchy, która ma służyć jako zapychacz i litrów sosu, który potem leje się po rękach i twarzy. Dzięki temu ja byłam w stanie wciągnąć cały kebab wraz porcją frytek (które uwielbiam) bez obrzydzenia do samej siebie i późniejszego lamentowania „o matko, ale się obżarłam”.

adres z internetów:
Via dala Gesa 510
Livigno Włochy co zjeść co robić Bivio Hotel

NIETYPOWY BAR SAŁATKOWY

Kolejna ciekawostka to knajpa „Bivio”. Na górnym poziomie znajduje się restauracja, w której możecie coś zjeść, ale też po prostu się napić, na dole natomiast otwiera się wieczorem imprezownia. Z dolnego poziomu nigdy nie korzystałam. W samym „Bivio” też raczej nie bywam, ale piszę o nim ze względu na bar sałatkowy. Tak, dokładnie dlatego… Zdarzyło mi się napić piwka w „Bivio” kilka lat temu, gdy wracałam późno ze stoku. Nie trzeba się pakować z deską do środka, nawet raczej nie jest to mile widziane. Można jednak napić się na zewnątrz, a żeby było cieplej, na stolikach rozpalane są małe ogniska. W środku byłam w tym roku. Aby nie czekać pod apartamentem na jego wysprzątanie udaliśmy się na piwo. Zajęliśmy mały stolik w „Bivio”, gdzie kelner po przyjęciu zamówienia poinformował nas, że możemy za darmoszkę skorzystać z baru sałatkowego. Co było w nim takiego niezwykłego? Zawartość! Otóż w tym lokalu bar sałatkowy to głównie oliwki, chipsy i nachosy! Lubisz takie sałatki? Jeśli tak, to polecam! 😉

Livigno Włochy co zjeść co robić Bivio Hotel
Livigno Włochy co zjeść co robić Focolare

MAKARON Z KAPUSTĄ I ZIEMNIAKAMI, CZYLI MIEJSCOWE PIZZOCCHERI

„Focolare” to restauracja, w której w tym roku nie byłam i raczej do niej nie chodzę, ale wspomnę, ponieważ to dwa lata temu odkryłam tam pizzoccheri, czyli makaron z kapustą, ziemniakami i serem. Już sam makaron jest w smaku i konsystencji inny, niż ten z paczki. Do tego niecodzienne połączenie z ziemniakami, kapustą i serem… Brzmi dziwnie, smakuje dobrze, ale nie wszędzie tak samo. W tym roku jadłam pizzoccheri w mojej ulubionej pizzerii, o której będę jeszcze pisać, ale prawdę mówiąc nie umywało się do tego z „Focolare”. W menu znajdziesz też oczywiście inne dania. Kolega zamówił pizzę i też był bardzo zadowolony. Dodam tylko, że to właśnie wizyta w tym miejscu zainspirowała mnie dwa lata temu do zrobienia przepisu na makaron z kapustą i ziemniakami, który bardzo różni się od pizzoccheri (choćby samym makaronem), ale też jest bardzo smaczny.

Livigno Włochy co zjeść co robić Focolare
adres z internetów:
Via Ostaria 148
Livigno Włochy co zjeść co robić Bait dal ghet

PIZZERIA, Z KTÓREJ TRZEŹWY NIE WYJDZIESZ…

„Bait Dal Ghet” to miejsce, które warto odwiedzić mimo, iż nie należy do najtańszych. Z drugiej strony nie jest też najdroższe, zatem nie ma co lamentować. Ta pizzeria ma niewątpliwie swoje zalety. W wieczornych godzinach, gdy turyści wyruszają w miasto często się zdarza, że trzeba swoje odstać w kolejce w oczekiwaniu na stolik. Właściciel pilnuje, aby ilość miejsc przy stoliku była dostosowana do ilości biesiadników. Czekając w kolejce pizzeria zapewnia darmowe trunki i chipsy, które mają uprzyjemnić czas, niekiedy spędzany na ulicy.

My w tym roku powędrowaliśmy na kolację w trzynaście osób, zatem możesz się domyśleć, iż oczekiwanie było dość długie. Dokładniej mówiąc czekaliśmy dwie godziny. Zdążyłam się w tym czasie trochę wstawić (w kolejce rozkręciła się całkiem niezła impreza), poznałam też ciekawych ludzi. Zagaiło nas małżeństwo z Afryki Południowej, które przyjechało na narty z piątką dzieci. Chwila rozmowy od razu postawiła nas do pionu. Nasze czternaście godzin jazdy samochodem okazało się niczym w porównaniu z ich szesnastoma godzinami spędzonymi w samolocie. Ponadto przestaliśmy marudzić na kurs euro. My płaciliśmy za jedno ok. 4.20 zł, natomiast Państwo nam powiedzieli, że u nich przelicznik wynosi 17. Wyobraźcie sobie zatem co to za wyprawa jechać w siedem osób (w tym piątka dzieci) tak daleko, gdzie jest tak drogo i spędzić tam trzy tygodnie?! 

No dobrze, kolejka kolejką, ale w końcu ten stolik się dostaje i trzeba coś zjeść… Ja dawniej zamawiałam pizzę, w tym roku zamówiłam minestrone (zupa jarzynowa), które było bardzo dobre i pizzoccheri, które niestety wypadło średnio. Moi współbiesiadnicy oczywiście też pożarli pizzę i wydaje mi się, iż dokonali dobrego wyboru, bo jest ona tam naprawdę dobra! 

Kolejne info spod lady… Blondynki mają w „Bait Dal Ghet” na swój sposób preferencyjne warunki. Może nie dostaną rabatu, może nie będą obsłużone w poza kolejką, ale kelnerzy na ich widok wręcz głupieją! Jeśli więc wśród klientów jest blondynka, która obdarzy obsługę miłym uśmiechem może się spodziewać, że złamie nie jedno serduszko 😉 

Na pytanie „co zjeść w Livigno” z pewnością polecę Ci ten lokal!

Livigno Włochy co zjeść co robić Bait dal ghet
adres z internetów:
Via Plan 369
Livigno Włochy co zjeść co robić Mario's

MARIO’S, CZYLI MOJE ZŁO KONIECZNE

Kolejnym miejscem na kulinarnej mapie Livigno, o którym chcę napisać jest restauracja „Mario’s”. Jeśli mnie zapytasz „co zjeść w Livigno”, to z pewnością Ci tego miejsca nie polecę. Dlaczego więc tam chodzę? „Mario’s” współpracuje z agencją turystyczną „Living”, przez co dostajemy voucher na posiłek. Warunek jest taki, że wszyscy z naszej grupy muszą przyjść w tym samym czasie, a do wyboru są dwie opcje. Można zamówić pizzę lub danie z przystawką. Dwa lata temu był to makaron i zdaje się, że stek. W tym roku do wyboru na przystawkę lasagne lub minestrone, a na drugie danie stek z sałatką lub z frytkami. Ja dwa lata temu wybrałam pizzę i wspominam ją bardzo źle. W tym roku troszkę się poprawiło, ale jednak wolę iść na pizzę do „Bait dal ghet” i za nią zapłacić. Tym razem zamówiłam minestrone, które było całkiem smaczne i stek z frytkami, z którego najbardziej smakowały mi frytki. Stek okazał się wysmażony na podeszwę. Nie wiem, czy całe menu jest takie trochę kiepściutkie, czy tylko darmowe posiłki. Wiem jednak, że ja, przyjmując turystów na darmowy posiłek dbałabym o jakość, aby polecali mnie dalej. No cóż… ja nie będę robić scen i przy kolejnej okazji pewnie znowu się tam wybiorę, aby nie wyłamywać się z grupy. Trzymam kciuki, aby „Mario’s” karmiło lepiej, ale jak na razie nie polecam, choć jak wspomniałam – mogę się mylić.

Livigno Włochy co zjeść co robić Mario's
Livigno Włochy co zjeść co robić Homelywood Pub

NAJLEPSZE BURGERY, ALKOHOL I NIEZOBOWIĄZUJĄCA ATMOSFERA, CZYLI „HOMELYWOOD PUB”…

Jako ostatnią, ale nie najsłabszą miejscówkę opiszę „Homelywood Pub”. Jest to knajpa, do której zwykle mam najdalej, dlatego też i dzisiaj ląduje w zestawieniu na samym końcu. W tym miejscu bywam co roku i chodzę tam z niebywałą przyjemnością. Nie dzieje się tak bez przyczyny… Gdy pierwszy raz pojechałam do Livigno poznałam właściciela (i jednocześnie kucharza) tego lokalu. To dość długa historia, z alkoholem (którego w mieście nie brakuje) w tle, zatem nie będę jej opowiadać 😉 Skupię się więc na tym, czego możesz się tam spodziewać. Ja co roku zamawiałam w „Homelywood Pub” carbonarę, bo była rewelacyjna! Roberto, wspomniany kucharz, nie raz narzekał „carbonara, carbonara, weź zamów coś innego, umiem gotować jeszcze inne potrawy”, ale ja uparcie przez trzy lata zamawiałam to samo. Niestety moje serce pękło, gdy jadąc do Livigno dostałam wiadomość od Robiego, iż wycofał z karty makarony, zostały natomiast hamburgery i pizza. Nie raz słyszałam, że są naprawdę dobre, ale jednak jego carbonara zawładnęła mną od samego początku. Zatem z bólem serca, ale i ciekawością udałam się do Roberto posmakować jego burgera. Plus tej całej sytuacji był taki, że choć ten facet wygląda jak niedźwiedź, to ma ogromne serducho i ładował mi tej carbonary w talerz tyle, że nie mogłam się ruszać, a burgera nie dało się „naładować” ponad miarę. Tym razem jednak gotował dla nas iny kucharz, ponieważ Robi był na drugim piętrze knajpy i nawet nie wiedział, że już przyszliśmy. Mimo wszystko burgery były tak dobre, jak o nich słyszałam. Cena niestety dość wysoka, najtańsze pozycje zaczynają się obecnie od 10 euro. Muszę jednak w tym miejscu wspomnieć, iż dla porównania poszliśmy do burgerowni bardziej w centrum, która miała o połowę niższe ceny  i właściwie nie ma o czym mówić… niebo a ziemia! Oczywiście ja, jak to ja, wpadłam na pomysł, że zamówię burgera wegetariańskiego, ale gdyby się Roberto dowiedział, to nie zostawiłby na mnie pewnie suchej nitki… Zatem zamówiłam burgera z kurczakiem. Tak, w Livigno są dostępne burgery albo z wołowiną (w „Homelywood Pub” australijską), albo z filetem z kurczaka. Dodatkowo mój burger zawierał też między innymi pesto, które było przepyszne! Tak intensywnej bazylii chyba jeszcze nie jadłam! No i ta mozzarella… nie ta biała gąbka, tylko prawdziwa mozzarella! No dobrze, koniec tych zachwytów nad moją bułą, czas na drugiego burgera. Mój towarzysz zamówił normalnego, „prawilnego” burgera z wołowiną, w stylu meksykańskim i oczywiście jak zawsze był zachwycony. Wytłumaczę krótko o co chodzi… To trochę sytuacja jak z tym kebabem. U nas panuje trend, aby burgery były ogromne, zapychające i dodatkowo smaczne. W „Homelywood Pub” te burgery są mniejsze, ale jakoś jest bardzo wysoka. Dobre produkty, idealnie dobrane składniki, całość zgrabna i dobrze złożona. Możesz zjeść z gracją, wdziękiem i nie skończysz posiłku jako zalany sosem, obżarty wieprzyk 😉 

Dodatkowa informacja dla tych, którzy lubią się zabawić… „Homelywood Pub” to dwa poziomy – pierwszy to restauracja, drugi to imprezownia. Alkoholi znajdziesz tam całe multum, w niezliczonych kombinacjach i konfiguracjach. Ciekawostka – taniej wychodzą shoty niż piwo. Jednym słowem jak szaleć, to szaleć! 😉 Być może za jakiś czas się to zmieni i zostanie tylko restauracja, ale jak na razie można korzystać i balować do białego rana! Atmosfera w całym lokalu jest bardzo niezobowiązująca (właściciel wręcz unika klientów z białym kołnierzykiem), więc możesz tam podskoczyć prosto ze stoku (o ile zostaniesz do zamknięcia wyciągu), zostawić deskę przed knajpą (jak na razie w Livigno nie kradną) i w narciarskich czy snowboardowych ciuchach wskakiwać do knajpy.

Jeśli więc mnie zapytasz „co robić w Livigno i gdzie zjeść bez spiny”, to z pewnością polecę Ci „Homelywood Pub”.

Livigno Włochy co zjeść co robić Homelywood Pub
adres z internetów:
Via Saroch 466

Podobne wpisy

7
Dodaj komentarz

avatar

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Czytaj Dalej (adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({}); […]

Klaudia
Gość
Klaudia

Na nartach nie jeżdżę, ale dla samego miasteczka z chęcią odwiedzilabym to miejsce. I zawsze zaskakuje mnie fakt, że urlop w takim miejscu może być tańszy niż w Polsce.

opycha.pl
Gość
opycha.pl

Klaudia, ja co roku zabieram deskę, ale z każdym rokiem mniej na niej jeżdżę, bo mnie to nie kręci jednak 😉 Mimo wszystko się nie nudzę, bo widoków co nie miara, a co roku jest inna pogoda, co roku widzę to miasteczko inaczej. Wychodzi taniej, bo poza sezonem, a na takich wyjazdach chyba najwięcej pieniędzy „żrą” karnety na wyciąg, które tam poza sezonem są darmowe. Ponadto jak się odpowiednio przygotować, to i na jedzenie nie wydasz nie wiadomo ile, bo przecież nie musisz się cały czas stołować w barach i restauracjach 😉 Zastanawiam się nawet, czy nie zrobić wpisu na… Czytaj więcej »

Laotańskie Opowieści
Gość
Laotańskie Opowieści

Bardzo urokliwe miasteczko! Jak będę planować jakiś wyjazd na narty, to rozważę tę włoską miejscowość 🙂

opycha.pl
Gość
opycha.pl

Tylko w sezonie drożej… Ja jak wspomniałam, zawsze jeżdżę przed Bożym Narodzeniem, bo wtedy taniej. Livigno ma to do siebie, że na stokach zawsze jest śnieg, ale nie zawsze naturalny. Oni tam dosłownie „hodują” śnieg u okolicznych mieszkańców i wożą wywrotkami na stoki. Tutaj plus i minus, bo zawsze masz na czym jeździć, ale dla osoby takiej jak ja, która słabo stoi z szaleństwami na desce sztuczny śnieg nie jest tak komfortowy jak prawdziwy puch…

Martyna Soul
Gość
Martyna Soul

Na nartach nie jeżdżę, więc w centrum moich zainteresowań są inne miejsca we Włoszech. Może kiedyś się nauczę;)

opycha.pl
Gość
opycha.pl

O widzisz, ja z kolei nie byłam w żadnej innej części Włoch… Coś szczególnie polecasz? Może jakaś okolica skradła Ci serduszko? 😉