Krewetki!

7 lutego 2017opycha.pl

Jedni je lubią, inni nienawidzą… Pamiętam czas, gdy za dzieciaka mogłam oglądać krewetki tylko w telewizji. Potem dotarły do nas krewetki koktajlowe, obecnie coś, czego dziś szczerze nienawidzę, ale wtedy myślałam, że mając taką krewetkę na widelcu złapałam pana Boga za nogi. Potem przyszły krewetki black tiger, a na koniec…

krewetki

KWINTESENCJA SMAKU

Po kilku latach żarcia mrożonych black tiger’ów zatrudniłam się w orientalnej restauracji. Tam krewetki z masłem i czosnkiem wyglądały nieco inaczej niż te w domu. Z ogonami, owszem, ale też z głowami i nóżkami. Za każdym razem, gdy klient prosił o obranie krewetek przed przygotowaniem podnosił się lament kucharzy „cały smak do śmietnika, nigdy się nie nauczą!”. Wtedy jeszcze nie do końca rozumiałam o co chodzi.

Zwolniłam się z orientalnej restauracji, ale nabyta tam wiedza w głowie pozostała. Dalej opychałam się mrożonymi krewetasami, aż pewnego dnia znalazłam świeże (na tyle, na ile mogły być), w pancerzykach, a do tego surowe! Oczywiście nie mogłam odpuścić i zainwestowałam w kilka sztuk. Dorwałam się do garów tuż po powrocie do domu. Jaki był efekt? Taki sam, jak z grecką fetą a polskim serem typu feta, czyli 100% różnicy. Soczystość, pełny smak, dużo bardziej intensywny niż dotychczas, a do tego wywar na zupę.

SKĄD RÓŻNICA W SMAKU?

Tak, to możliwe! Różnica jest ogromna. Powody są różne. Przede wszystkim często kupujemy krewetki, które spędziły tyle czasu w zamrażarce, że pewnie pamiętają czasy pterodaktyli. Pamiętajmy, iż nawet zamrożone jedzenie nie jest odporne na działanie czasu, tylko starzeje się to nieco wolniej. Więc… jak już rozmrozimy te aż sine z zimna, trochę już suche krewetki, są od razu różowe. Dzieje się tak, bo wcześniej zostały poddane obróbce termicznej, a to oznacza mniej smaku, gdyż nieco uciekł podczas gotowania. Oczywiście nasze „robaczki” są gołe i wesołe, machają tylko ogonkiem. Można się bardzo zdziwić ile smaku kryje się w pancerzach krewetek! Nie tylko chronią mięsko przed utratą soczystości, ale też mają w sobie tyle aromatu, że można z nich ugotować wywar na zupę (pod warunkiem, iż nikt ich wcześniej nie gotował).

WODNE RARYTASY…

Niestety nie jest tak łatwo dostać u nas surowe krewetki ze wszystkimi ich walorami. Postarajcie się jednak nie męczyć tych mrożonych tak bardzo, a też nie będą złe. Nie trzymajcie ich w zamrażarce latami, one już i tak pamiętają czasy Gierka. Nie gotujcie ich też zbyt długo, bo ktoś inny wcześniej to zrobił. Podsmażcie je troszeczkę albo wrzućcie do wrzątku, bardziej chodzi już o podgrzanie niż to, aby nie były surowe.

Ja ostatnio nabyłam mrożone krewetki grenlandzkie w pancerzykach. Fakt, już były obrobione termicznie, więc rozmroziłam je, podsmażyłam i zrobiłam z nich sałatkę. Świetnie nadadzą się również te bez pancerzy, a do tego będą łatwiejsze w „obsłudze” 😉 Przepis na sałatkę znajdziesz tutaj.

Poprzedni post Kolejny post