Kranówa czy woda z butelki, czyli dlaczego skończyłam z kupowaniem wody w sklepie

6 lipca 2018opycha.pl

Dzisiaj chciałabym poruszyć temat na czasie, ale też odrobinę kontrowersyjny. Kranówa czy woda z butelki? No cóż, nie jestem ekspertem w dziedzinie chemii, ekologii, ani tym bardziej lekarzem, ale w jakimś stopniu odnajduję się w tym temacie. Nie chcę Ci tym wpisem sugerować, czy masz wybrać jedno, czy drugie. Przytoczę odpowiedzi na trzy podstawowe pytania, które być może Cię trochę nakierują. Uprzedzam, że pisze z własnej perspektywy, subiektywnie, bo zdaje się, że ja już wybrałam. Tak, postawiłam na wodę z kranu. Pewnie jakaś sklepowa butelka się jeszcze przewinie, ale markety nie będą już dla mnie głównym źródłem wody pitnej. Mało tego, mimo chwilowej chęci zrezygnowałam też z zakupu butelki z filtrem. Dlaczego to wszystko? Bo nie dam się robić w bambuko producentom tzw. „mineralki”, która często nie ma nic wspólnego z wodą mineralną.

 

SKĄD POMYSŁ NA SKOŃCZENIE PRZYGODY Z WODĄ ZE SKLEPU?

Temat utkwił mi w głowie całkiem niedawno, gdy wertowałam Instagram. Przypadek chciał, iż niemal tego samego dnia na profilu Pani Swojego Czasu przeczytałam coś w rodzaju zachęty do picia wody z kranu. Zbiegło się to z wizytą na tym portalu na profilu Anji Rubik. Porusza ona tam tematy nie tylko modowe. W momencie, gdy zobaczyłam zdjęcie ptaka stojącego na plaży, „zapakowanego” w foliową torbę, to już wiedziałam, iż czas się pochylić nad tematem.

kranówa czy woda ze sklepu

KRANÓWA CZY WODA Z BUTELKI?

Pamiętam, że w dzieciństwie piło się wodę z kranu. Potem przegotowaną, a finalnie z butelki. Kiedyś nikt nie widział nic złego w piciu kranówy. Było to normalne i nie zauważyłam, żeby któryś z moich sąsiadów od tego umarł. Później zaczęła się propaganda wody przegotowanej. Szerze mówiąc wolałam pić herbatę, tak mi nie smakowała. O walorach zdrowotnych tej wody nie będę pisać, bo nie jestem ekspertem. Jedni mówią, że przegotowana kilkakrotnie woda szkodzi jak cholera, drudzy, że ta teoria to mit. Logicznie myśląc dochodzę jednak do wniosku, iż w takiej wodzie walorów mineralnych już nie znajdziecie, bo wybiła je temperatura. No i tym sposobem dochodzimy do tak zwanej „mineralki”. Dlaczego „tak zwanej”? Często ta „mineralka” wodą mineralną nie jest. Producenci nabijają nas w butelkę tak samo jak wspomnianą wodę. Wlewają do plastiku wodę stołową, która ugasi pragnienie, ale właściwości zdrowotnych ma tyle samo, co każda inna woda. Społeczeństwo jest przyzwyczajone, że ta woda w butelce to „mineralna”, zatem warto zapłacić dwa złote za 1,5 litra. Jeśli zdecydujesz się na wodę ze sklepu, sprawdź jej właściwości na etykiecie. Porównaj to z  definicją wody mineralnej. Nawet znani producenci sprzedają wodę stołową, czyli taką mniej „magiczną” tak, jakby to było coś super, a w rzeczywistości tylko po raz kolejny naciągają klienta.

CZY NIE BOJĘ SIĘ PIĆ „KRANÓWY”?

Z decyzją, czy piję wodę z kranu czy ze sklepu nosiłam się dość długo. Jakieś 15 lat temu „kranówa” była aż biała, trąciła po nosie chlorem, smakiem też nie zachęcała. Wszyscy przestrzegali, żeby jej nie pić, szczególnie bez przegotowania. No i inna sprawa, czyli bąbelki… Jak woda, to dla mnie tylko gazowana! Na chwilę jednak przestałam patrzeć na to wszystko wyłącznie z mojej perspektywy. Na swojej facebook’owej grupie zapytałam, czy ktoś poleca jakąś dobrą, ale niedrogą butelkę z filtrem. Otrzymałam dużo informacji o butelkach, ale też o tym, że woda z kranu nie jest taka zła. Znalazły się osoby przyznające się do świadomości , iż kranówa nie jest taka szkodliwa, jak się o niej mówi. Jednak właśnie przez jej złą prasę podświadomie coś ich pcha do butelki z filtrem. niektórzy pytali po co chcę wydawać pieniądze na butelkę, przecież „ja piję kranówę całe życie i nic mi nie jest”. Taka jest prawda – woda płynąca w naszych kranach podlega kontroli i musi spełniać pewne wymogi. Jednym słowem ktoś czuwa nad tym, abyśmy mogli ją pić. Fakt, trzeba mieć też na uwadze w jakim stanie jest nasza instalacja wodno-kanalizacyjna. Mam tu na myśli np. starą instalację w domku działkowym. W domach mieszkalnych i blokach, gdzie woda jest dostarczana przez miejskie wodociągi i nie ma problemów z rurami raczej można pić spokojnie. Przynajmniej takie jest oficjalne stanowisko naszych urzędów.

CO ZYSKAM NIE PIJĄC WODY KUPIONEJ W SKLEPIE?

Teraz przejdę do rzeczy najciekawszych, bo pojawi się także temat finansów 😉 Sprawa ma się więc tak:

  • od tygodnia nie kupiłam wody w sklepie, więc do środowiska trafi ok. 7 plastikowych butelek i jedną płachtę plastiku (opakowanie termozgrzewalne) mniej
  • nie muszę się martwić o transport ciężkiej zgrzewki wody ze sklepu do domu, więc uniknęłam wycieczki samochodem do marketu (oszczędziłam paliwo i atmosferę)
  • do mojego organizmu trafiło mniej plastiku (tak, „przechodzi” on z butelek PET do wody, a wraz z nią do naszego ciała)
  • oszczędziłam pieniądze – obliczyłam że miesięczny koszt butelkowanej wody to w moim przypadku ok. 50 zł miesięcznie, co daje roczną oszczędność w kwocie 600 zł (tak, za kranówę też zapłacę, ale dużo mniej)
Poprzedni post Kolejny post