koronawirus - czy jest się czego bać?

Nie ma dnia, żeby w mediach nie pojawiły się nowe wiadomości na temat koronawirusa. Telewizja, radio, interety – wszyscy trąbią, że to już nie jest kwestia tego, czy koronawirus dotrze też do Polski, tylko kiedy to zrobi. Maseczki ochronne i produkty odkażające znikają ze sklepów. Ale czy faktycznie trzeba się tak bardzo bać, czy jednak trochę przesadzamy?

koronawirus - czy jest się czego bać?
Obraz leo2014 z Pixabay

Czy media pokazują prawdę?

Może nie powinnam tego pisać, bo sama jestem blogerką, ale informacje w mediach bywają nieźle zmanipulowane. Nie twierdzę, że wszyscy kłamią, ale w tym zalewie „brejking niusów” warto zachować zdrowy rozsądek i wyłapywać te informacje, które faktycznie mają znaczenie. Wszyscy trąbią o tym, że koronawirus się szybko rozprzestrzenia, okraszają newsy cyferkami – u ilu osób stwierdzono obecność wirusa, ile osób zmarło. Widziałam nawet wykres, który pokazuje porównanie jak szybko rozwija się koronawirus w stosunku do innych epidemii ostatnich lat.

Całkiem niedawno moja znajoma pojechała do Włoch. Gdy zobaczyłam, że wrzuca na swój Instagram zdjęcia z Mediolanu, to oczywiście zapytałam, czy nie obi się koronawirusa. Odpisała, że nie panikuje, unika tłoku, trzyma higienę. Spotkała się z koleżanką, która tam mieszka i oczywiście zasięgnęła języka. „Sprzedała” mi „brejking nius”, że Mediolan póki co ma się całkiem nieźle. Ludzie unikają zgromadzeń, myją ręce, uważają, ale nie panikują. Dodatkowo dorzuciła relację z zakupów. W mediach pokazują puste półki, a tu proszę – sklep w pełni zatowarowany. Dodała, że to raczej w małych miejscowościach ludzie wykupują cały asortyment i zabijają się dechami w swoich domach.

Zaintrygowało mnie to, postanowiłam więc zapytać o ten temat swojego znajomego Włocha, który prowadzi knajpę w Livigno, do którego jeżdżę każdej zimy. To mała, ale typowo turystyczna miejscowość w Alpach, tuż przy Szwajcarii (w której też odnotowano już zarażenia koronawirusem). Powiedział, że owszem, we Włoszech już jest koronawirus, ale u nich w Livigno jak na razie nie stwierdzono żadnego przypadku zarażenia. Dodał, że owszem, szkoły, biblioteki i tego typu miejsca są pozamykane. Zaznaczył też, że pozamykano puby, ale można mieć czynną restaurację (on ma połączenie obu rodzajów lokali). Nie panikował, nie siał strachu, tylko był średnio zadowolony, bo turyści odwołują swoje wyjazdy.

Jak zatem wygląda prawda? Trzeba się bać, zamykać w domu, czy raczej starać normalnie żyć, tylko bardziej uważać?

Co robimy, żeby się nie zarazić koronawirusem?

Niestety nie ma szczepionki na koronawirusa. Można się zaszczepić przeciwko grypie, podobno trochę to pomaga, ale nie chcę tutaj wypowiadać się jako ekspert, bo się absolutnie nie znam. Specjaliści odradzają natomiast maseczki ochronne, które pierwotnie miały chronić przed smogiem. Przed wirusem niestety nie ochronią. I tu pojawia się wątek, który mnie trochę bawi, trochę przeraża…

Kupujesz maseczki, chcesz szczepionki, ale czy robisz coś, żeby zwiększyć swoją odporność? No właśnie… Zauważyłam, że wiele się mówi i pisze właśnie o maseczkach, czy pomagają, czy raczej szkodzą. Mówi się też o tym, że nie ma szczepionki. To jest nowy rodzaj wirusa, który jeszcze mutuje, więc chyba nic dziwnego w tym, iż nie ma jeszcze szczepionki (i być może nie będzie)? Mówi się też, że należy jak najbardziej przestrzegać higieny, często myć ręce, unikać tłumu. Ok, super. A jak często mówią ci w wiadomościach, żeby dbać o swoją naturalną odporność? Czy widzisz kolejki w warzywniakach? Czy ludzie wynoszą ze sklepów całe warkocze czosnku? A może wykupują w aptekach wapno i witaminę C? A może widujesz sąsiadów, jak wynoszą z piwnicy skrzynkami słoiki z kiszonkami? Do warzywniaka chodzę regularnie i jak powiedziałam, że chcę 5 główek czosnku, to sprzedawca był bardzo zdziwiony. Jak ostatnio byłam w aptece, to w kolejce nie stał nikt. Nie zauważyłam też, żeby sąsiedzi kursowali z kiszonkami (naturalnie wzmacniającymi odporność).

Wszystko więc wskazuje na to, że jak zawsze szukamy magicznej pigułki na rozwiązanie problemu, zamiast zacząć od podstaw.

Jak naturalnie wzmocnić odporność?

Aby wzmocnić odporność nie musisz szukać magicznych pigułek czy wykupować połowy apteki. Czasami wystarczy pamiętać o podstawowych sprawach. Co możesz zrobić już teraz?

staraj się wysypiać – wypoczęty organizm jest silniejszy

wychodź na powietrze – dzięki temu lepiej zahartujesz organizm

odpowiednio się odżywiaj – zamiast kebabu wybieraj produkty bogate w składniki, które naturalnie wzmacniają odporność, np. wspomniane kiszonki, natkę pietruszki, czosnek, śledzia (staraj się jeść jak najwięcej surowych warzyw i owoców, bo temperatura „zabija” witaminy)

staraj się ograniczyć używki – nie jest tajemnicą, że palenie, alkohol czy picie kawy wiadrami nie służy zdrowiu, zatem postaraj się to ograniczyć, najlepiej nie tylko w czasie zagrożenia koronawirusem 😉

No to jak to w końcu jest, bać się koronawirusa czy nie?

Myślę, że nie powinno się lekceważyć koronawirusa, ale też nie powinniśmy panikować. Tym bardziej, że dociera co raz więcej informacji o tym, iż u osób z dużą odpornością zakażenie koronawirusem może przebiegać nawet bez objawów. Owszem, są przypadki śmiertelne, ale wiele osób zmarło też w wyniku powikłań po zarażeniu się grypą. Pozwoliłam sobie sprawdzić statystyki zachorowań na grypę na stronie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z sezonu 2018/2019. Zarejestrowano prawie 160 tysięcy zachorowań na grypę i zakażenia grypopodobne, przy czym zmarło 108 osób. Sporo, prawda?

WAŻNA AKTUALIZACJA:

Treść powyżej powstała 2 marca, gdy w Polsce wiele osób myślało, że koronawirus nas nie dotyczy, podróżowało (jak moja znajoma). Włosi już wtedy mieli nałożone pewne restrykcje, które, jak widać powyżej, traktowali luźno. Jakie są tego efekty widzimy dzisiaj. Dlatego mam do ciebie osobistą prośbę – jeśli nie musisz wychodzić z domu, to tego nie rób. Izolacja może okazać się na chwilę obecną najskuteczniejszym sposobem na ograniczanie epidemii. W moim mieście jeszcze wczoraj kluby zachęcały, aby przyjść do nich poimprezować. Gdy oburzeni klienci zaczęli zostawiać negatywne komentarze, posty zachęcające do wspólnej zabawy poznikały z Fejsbuczków. Ja wiem, każdy chce zarobić, żeby opłacić ZUSy itp., ale zdrowy rozsądek teraz jest najważniejszy. Dlatego jestem jak najbardziej za akcją #zostajęwdomu #siedźnadupie czy jak tam jeszcze ktoś to mógł nazwać. Co prawda myślę o wymknięciu się raz dziennie do pobliskiego lasu, bo tam dotychczas trudno było spotkać inne osoby, ale jak tak wszyscy nawołują, żeby siedzieć w chacie i czytać książki, a potem co najwyżej iść do lasu, do zaraz będzie tam tłoczno… Trzymaj się ciepło w te trudne dni, ale szanuj siebie i innych, dbaj o to, żeby nie rozdawać niezdrowych gratisów 😉  

You Might Also Like

5 3 głosy
Oceń wpis
Subskrybuj
Powiadom o
guest
10 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Anita
5 miesięcy temu
Oceń wpis :
     

Ahhh moim zdaniem trzeba być ostrożnym, nie panikować, ale mieć się na baczności. Grypy nikt się panicznie nie boi… 🙂

Promotorka czytelnictwa
5 miesięcy temu

Mam takie samo podejście – nie lekceważyć, ale nie panikować 🙂 I pamiętać, że o higienę i w ogóle o siebie warto dbać nie tylko w obliczu epidemii.

blogierka
5 miesięcy temu
Oceń wpis :
     

Nareszcie jakiś głos rozsądku w mediach :D.
I zgadzam się ze wszystkim- świrujemy zamiast zabrać się za poprawienie odporności :/.

blogierka
5 miesięcy temu
Odpowiedz do  opycha.pl

Czy ja już narzekałam, że nie masz disqusa i nie dostaje powiadomien? xD
Zarcik, wiem ze nie chcesz, ale ja zapominam ze komentuje a akurat z Tobą bym cześciej plotkowala na blogach 🙂

Kamila
Kamila
5 miesięcy temu
Oceń wpis :
     

Ja też jestem tego zdania-nie panikować, ale uważnie obserwować sytuację. Teraz ten cały koronawirus to jest gorący temat, a gdzieś czytałam, że znana nam wszystkim grypa potrafi być bardziej niebezpieczna, a większość ludzi ją lekceważy.

10
0
Chętnie poznam twoje zdanie, zostaw komentarz!x
()
x