gotowe dania z marketów -kupować, czy nie?

No to jak to jest, kupować te gotowe dania z marketów, czy nie? Jeszcze jakiś czas temu dzieliliśmy się na tych, którzy bardzo chętnie korzystali z takich „udogodnień” i tych, którzy potępiali sklepowe gotowce. Dziś to wszystko nie jest już takie czarno-białe, bo producenci chyba wyciągają jednak wnioski, i gotowce, mimo, że wciąż nie zaliczają się raczej do kategorii „zdrowa żywność”, coraz częściej mają skład lepszy, niż jeszcze kilka lat temu. Sama jestem świetnym przykładem, jak można co jakiś czas zmieniać zdanie na ich temat. Jeszcze dziesięć, piętnaście lat temu uwielbiałam gotowe dania z marketów. Szybko się je robiło i były pyszne! Dopiero jak kilka lat temu zaczęłam bardziej dbać o formę i odżywianie, pomyślałam, że wszystko ma swoją cenę. Także ta szybkość przygotowania i intensywny smak. Dlatego będąc w markecie, omijałam dział gotowców szerokim łukiem. A co myślę dzisiaj?

gotowe dania z marketów -kupować, czy nie?
Gnocchi (gotowiec z marketu) podane z domowej produkcji pesto z jarmużu i fetą

Gotowce z marketów? Raz, nie zawsze!

Spece od zdrowego odżywiania często polecają złoty podział -80% zdrowej żywności, 20% tego, na co mamy ochotę, nawet jeśli to mniej zdrowe. Uzasadniają to tym, że przy takich proporcjach wciąż możemy zachować zdrowie, a jednocześnie nie budujemy w sobie frustracji, ciągle sobie czegoś odmawiając. Tak też wygląda dziś mój stosunek do gotowców z marketu.

Myślę, że raz na jakiś czas taki posiłek nas nie zabije. Tym bardziej, jeśli produkt nie jest najgorszego sortu. Mimo wszystko niepokoi mnie to, co ostatnimi czasy widzę szczególnie u niektórych wegan. Producenci wyszli naprzeciw ich potrzebom, wytwarzając roślinne odpowiedniki mięsa i nabiału. Teraz wegańskie mielone czy kabanosy nie są niczym niezwykłym. Niestety prawda taka, że jak wspomniałam już wcześniej, wszystko ma swoją cenę. Nawet jeśli do tych produktów nie dodaje się tony chemii, to wciąż jest to żywność bardzo wysoko przetworzona. O ile mogłaby się tutaj sprawdzić zasada 80/20, o tyle wielu wegan zjada roślinne kiełbaski czy sery w imponujących ilościach. Na jednej z wegańskich grup na Facebooku spotkałam się nawet ze stwierdzeniem „Po co ograniczać gotowce? Przecież można się tylko tak odżywiać, a witaminy suplementować”. Oj, ten tekst zmroził mi krew w żyłach. Nie dotyczy to oczywiście tylko wegan. Wszystkożercy też potrafią zbudować cała swoją dietę, opierając się głównie na odgrzewanych daniach z marketu.

Nie da się ukryć, że gotowe potrawy, które wystarczy kupić, a potem podgrzać w piekarniku czy mikrofali, albo odsmażyć, są pewnego rodzaju udogodnieniem. Nie wszyscy mają czas na stanie przy garach, nie wszyscy potrafią gotować, a jednocześnie nie każdego stać na catering. Warto jednak starać się przyrządzać choćby proste potrawy, a gotowe dania z marketów ograniczyć.

Zanim kupisz gotowca z marketu…

Pamiętam sytuację z zakupów sprzed kilku lat. Uczyłam się wtedy czytać składy wszystkich produktów. Czytałam nawet skład wody butelkowanej, żeby kupić taką, która będzie faktycznie mieć więcej wartości, niż kranówa (o tym, jak przestałam pić wodę butelkowaną, przeczytasz tutaj, klik!). Byłam przekonana, że jak ktoś to zobaczy, weźmie mnie za wariatkę, do czasu. Pewnego dnia zobaczyłam, jak jakiś koleś czyta skład sałaty! Naprawdę chwycił mnie tym za serducho i gdybym była singielką, to chyba bym poprosiła o numer telefonu 😉 Zawsze dobrze wiedzieć, co producent włożył do opakowania. Tym bardziej, jeśli chodzi o żywność przetworzoną! Dlatego, zanim kupisz gotowca, przeczytaj jego skład.

Prawdopodobnie nie zrozumiesz przynajmniej połowy z tego, co będzie w składzie napisane. Być może nawet się przestraszysz, bo będzie tam wiele „E”. Jesteśmy tak wytresowani przez media masowego przekazu, pseudonaukowe programy o żywieniu, że boimy się każdego „E”, jakie zobaczymy. Prawda natomiast jest taka, że nie każde „E” nam szkodzi. I ja wiem, że nie ma lekko, bo musisz pamiętać kod do bramki przed blokiem, PIN do karty płatniczej, PIN do telefonu i na te wszystkie „E” może już nie starczyć miejsca na dysku. Dlatego może warto wypróbować aplikacje do czytania składów, które wystarczy zainstalować na smartfonie i skanować produkty?

gotowe dania z marketów -kupować, czy nie?
Samo czytanie składów to może być czasem za mało, warto jeszcze rozumieć, co jest tam napisane!

A gdy już kupisz gotowe danie i przyniesiesz je do domu…

Pamiętaj, że takie gotowce to żywność wysoko przetworzona. Oznacza to z jednej strony, że jesteś w komfortowej sytuacji, bo wystarczy podgrzać i żarełko gotowe. Druga strona medalu jest jednak taka, że poza wszelkimi „gratisami” w postaci „E pińcet” taki produkt może być wyjałowiony z substancji odżywczych. Najpierw producent podaje składniki obróbce, żeby dostarczyć ci szybkie danie. Później jeszcze ty kolejny raz odgrzewasz sobie potrawę, żeby zjeść na ciepło. Jeśli więc tak się podkreśla, że nawet obróbka cieplna przeprowadzona w domowych warunkach pozbawia żywność części składników odżywczych, to wyobraź sobie, co się może dziać przy wielokrotnym podgrzewaniu.

No dobrze, ale przecież wspominałam o zasadzie 80/20… Dlatego polecam ci w miarę możliwości dodawać do gotowych produktów coś bardziej zdrowego. Może zabrzmi to śmiesznie, ale nawet sos czosnkowy domowej roboty sprawi, że pizza z marketu będzie bogatsza w wartości odżywcze! Ja w tym wpisie pokazuję zdjęcia z kupionymi w markecie gnocchi. Mogłam je po prostu odsmażyć na maśle i zjeść. Pomijając fakt, że to by było trochę nudne, postanowiłam też dorzucić do tych ziemniaczanych kluseczek trochę wartości odżywczych. Wymieszałam je z domowej roboty pesto z jarmużu i fetą. Nie tylko podkręciłam smak, ale przy okazji zapewniłam sobie odrobinę mikroelementów.

gotowe dania z marketów -kupować, czy nie?
Warto wzbogacać gotowe dania o dodatki, które zwiększą wartość odżywczą

Pamiętaj, zawsze warto szukać złotego środka!

Jeśli czytasz moje bloga dłużej, a już w ogóle, jeśli śledzisz mnie na Instagramie, to wiesz, że staram się nie kolorować rzeczywistości. Tym bardziej nie ściemniam, że odżywiam się w 100% zdrowo. Chęci chęciami, a życie życiem. Nawet mi nie zawsze chce się gotować, więc czasem wleci do brzucha jakiś gotowiec. Na szczęście jest to dość rzadko i tobie też polecam takie podejście.

Najlepiej też wybierać potrawy, które możesz łatwo wzbogacić w wartości odżywcze czymś więcej, niż tylko sosem czosnkowym 😉 Świetnie nadają się do tego np. widoczne na zdjęciach gnocchi. Możesz też sobie robić takie cuda z tortellini. Możesz też przegryźć paluszki rybne kiszonym ogórkiem. Daj się ponieść fantazji na tyle, na ile czas i siły ci pozwolą!

Przede wszystkim jednak nie popadaj we frustrację za każdym razem, jak zdarzy ci się zjeść gotowe danie. Napiszę przewrotnie -czasem takie gotowce potrafią na swój sposób uratować nas przed gorszym rozwiązaniem… Pustka w lodówce? To może zadzwonić po żarcie z dowozem? A zanim dowiozą, wymieciesz wszystkie słodycze i słone przekąski, jakie znajdziesz. Potem przyjedzie wyczekiwana pizza ociekająca serem, z wędlinką szemranego pochodzenia i hulaj dusza, piekła nie ma! Czy zatem paczka ziemniaczanych gnocchi nie byłaby lepszym rozwiązaniem?

You Might Also Like

Subskrybuj
Powiadom o
guest
6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Anna z Bilingual kid
18 dni temu

Mysle, ze to dobry pomysł, żeby dodać domowy dodatek, np sos do gotowych marketowych posilkow. Zgadzam sie, ze pozwalają zaoszczędzić czas, dla zabieganych. Pozdrawiam!

Agata
18 dni temu

Sporadycznie może się zdarzyć, ale najlepsze na co dzień jak najmniej przetworzone.

Irek
18 dni temu

Nie wszystkie warto, ale niektóre tak. Polecam np knedlika chlebowego z Kauflanda

Privacy Preference Center

Advertising

Analytics

Other

6
0
Chętnie poznam twoje zdanie, zostaw komentarz!x
()
x