czy można pisać bloga nie będąc informatykiem, jak prowadzić bloga, czy warto pisać bloga, ile zarabia się na blogu

Dam dzisiaj odpowiedź na proste pytanie – czy można pisać bloga nie będąc informatykiem? Oczywiście, że można. Warto jednak mieć świadomość jak to tak naprawdę wygląda. Wielu osobom wydaje się, że prowadzenie bloga to tylko pisanie tekstu, ewentualnie doklejenie zdjęcia i gotowe. Jeśli jednak chcesz prowadzić fajnego bloga, to niestety rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna. Ja nie będę cię dzisiaj zachęcać lub zniechęcać, nie dam recepty na to, jak prowadzić bloga i odnosić sukcesy w tej dziedzinie. Sama nie jestem specjalistką, prowadzę małego bloga, więc nie mam podstaw, żeby to robić. Opiszę jednak bez ściemy jak to całe pisanie bloga wygląda od zaplecza. Cały tekst będzie się opierał na moich doświadczeniach. Prawdopodobnie obalę nie jeden mit związany z blogosferą, więc tym bardziej zachęcam do przeczytania, choćby z czystej ciekawości.

czy można pisać bloga nie będąc informatykiem, jak prowadzić bloga, czy warto pisać bloga, ile zarabia się na blogu

 

Od czego zacząć, jeśli chcesz pisać bloga?

 

Podstawową rzeczą, od której warto zacząć jest nie założenie bloga, a jego zaplanowanie. Zrobienie czegoś w rodzaju planu, choć jak się okaże w późniejszych akapitach, blogowanie bywa nieprzewidywalne 😉 I tutaj ważna uwaga – jeśli chcesz pisać bloga tylko po to, żeby przelać swoje myśli do internetów, tak, jak kiedyś pisało się do szuflady i nie obchodzą cię ani zarobki, ani statystyki, ilość czytelników itp., to nie musisz niczego planować. Jeśli natomiast chcesz dotrzeć do jak największego grona odbiorców, to taki blogowy biznesplan może okazać się przydatny. Ja jestem raptusem, więc oczywiście nie rozpisywałam moich zamiarów, nie rozpisywałam strategii. Zrobiłam wszystko na pałę i tyle. To o tyle ironiczne, że opycha.pl jest moim drugim blogiem w życiu. Poprzedni był świetnym przykładem czego nie robić, jak chcesz mieć swoje fajne miejsce w sieci! Obiecałam więc sobie, że przy kolejnym blogu postaram się bardziej. No i faktycznie szukałam informacji, przyswajałam tony wiedzy, ale… nie wprowadzałam nic w życie. O tym biznesplanie trąbi każdy, kto zna się na blogowaniu i ma kompetencje, żeby uczyć tego innych. Niech cię nie zwiedzie samo słowo “biznesplan”, bo ja na razie mam bloga jako hobby, a nie interes, a mimo wszystko też powinnam taki plan rozpisać.

 

Co mniej więcej powinien zawierać biznesplan bloga:

  • twoje “po co”, czyli powód, dla którego w ogóle tego bloga zakładasz
  • określenie grupy docelowej, do której chcesz dotrzeć
  • założenie czy blog ma być zarobkowy, czy tylko jako hobby
  • ile czasu zamierzasz poświęcać na bloga
  • ile kasy jesteś w stanie w bloga włożyć
  • jeśli chcesz zarabiać, to jak chcesz zarabiać
  • w jaki sposób zamierzasz pozyskiwać czytelników (strategia, taktyka)
  • czego nie zamierzasz robić na blogu

Więcej, konkretniej i bardziej fachowo na temat blogowego biznesplanu pisze np. Vademecum Blogera, jeśli chcesz zgłębić temat, zajrzyj tutaj. Ja taki biznesplan rozpisałam sobie dopiero tydzień temu, choć obecnego bloga prowadzę od dwóch lat. Czy mi to coś dało? Tak! Nie błądzę po omacku po własnym blogu, nie szukam tematów na siłę, bo wiem o czym chcę pisać i o czym mój wymarzony czytelnik chce czytać. Najlepsze odzwierciedlenie ma to w statystykach, bo jakoś fajnie urosły, ale o tym będzie później.

 

Mam już biznesplan bloga, co dalej?

 

No dobrze, to teraz zaczynają się już tematy bardziej techniczne. Musisz podjąć chyba najważniejszą decyzję, czyli serwer płatny, czy może darmowa platforma dla blogerów. Ja swojego pierwszego bloga założyłam na Blogspocie. Jest to darmowa platforma dla blogerów prowadzony przez Google. Podobne serwisy prowadził też m. in. Onet. I teraz czas na konkrety… Zanim podejmiesz decyzję, warto cofnąć się do poprzedniego akapitu. Musisz wiedzieć po co zakładasz bloga i czego od niego oczekujesz.

 

Jeśli chcesz tylko wyżyć się jako pisarz, to możesz sobie założyć bloga na darmowej platformie. Nie potrzebujesz bowiem tych wielu możliwości, które daje ci własny serwer. Miej jednak świadomość, że twoją własnością są tylko teksty i zdjęcia, które tam wstawiasz, a nie cały blog. Blog jest częścią serwisu, więc właściciel platformy może ci tego blogaska w każdej chwili zamknąć i nie masz nic do gadania. Polecam tez dokładnie przeczytać regulamin, bo kto wie, może jakiś serwis się wycwani i zastrzeże sobie też udział w prawach autorskich do twoich treści… Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomą, która prowadziła blog na darmowej platformie Onetu. Pewnego dnia się okazało, że Onet rezygnuje z tej działalności i zamyka blogi. Co możesz w takim wypadku zrobić? Albo szybko przenieść bloga na inny serwer, albo przyjąć na klatę. Koleżanka niestety tego pierwszego nie zrobiła, a z tym drugim miała spory problem.  Była bardzo oburzona, że ktoś obcy śmiał zamknąć jej bloga. Nie przyjmowała do wiadomości, że nie była jego właścicielką, a miejsce na serwerze zostało jej po prostu użyczone i mogą jej od tak zrobić “off”, a ona nie ma niestety nic do gadania. Ja, aby nie musieć się o to martwić płacę co roku pieniążki za domenę, za miejsce na serwerze hostingodawcy i dopóki reguluję hajs za faktury nikt mi bloga zamykać nie może!

 

No i tym sposobem przechodzimy do płatnej opcji prowadzenia bloga. Jeśli wybierzesz tę drogę, to najpierw musisz wymyślić nazwę bloga, potem dopasować domenę (czyli ten adres bloga), wykupić miejsce na serwerze (tzw. hosting), a na koniec jakoś to wszystko złożyć do kupy jeszcze z odpowiednim systemem zarządzania treścią (taką nazwę na ten program znalazłam w Wikipedii 😉 ). I teraz tak… Teoretycznie nie musisz być informatykiem, żeby to wszystko zrobić. Wystarczy, że umiesz wyszukiwać wiedzę w internetach. Zwróć jednak szczególną uwagę nie tylko na aspekty typowo techniczne, ale też na warunki cenowe. Ja przy swoim pierwszym hostingu zapytałam o radę znajomego informatyka. Polecił mi home.pl. Na początku wszystko super. Serwer, domenę i certyfikat SSL (który mi nawet nie był wtedy potrzebny) kupiłam za 67 zł. Nie wiedziałam jednak, że po roku ta cena wzrośnie. O ile? O masakrycznie duuużżżoooo! Jakoś chyba miesiąc przed końcem opłaconego okresu dostałam fakturę pro forma, na której widniała kwota dużo wyższa, ponad 800 zł!!! Wyobrażasz to sobie? No, to nie popełniaj mojego błędu i tyle 😉 Ja miał więcej szczęścia niż rozumu, bo już wtedy znałam Karola, który prowadzi bloga “Kosą po patelni”. Kosa nie jednego bloga poprowadził, do tego jest informatykiem, więc mi pomógł, użyczył na jakiś czas kawałek serwera i sam mi jeszcze przeniósł całego bloga. No po prostu wybawiciel! Tylko domenę sobie zostawiłam w home.pl, bo cena jeszcze na szczęście nie jest taka straszna. Miejsce na serwerze wykupiłam natomiast na lh.pl. Czy jestem zadowolona? Przynajmniej w cenniku było napisane ile zapłacę za rok i jest to kwota, którą spokojnie mogę zaakceptować. Ponadto chyba nie mam co narzekać na obsługę, bo Państwo za nią odpowiedzialni odpisywali mi na wiadomości nawet w soboty i niedziele. Trzeba jednak wiedzieć jak do nich dotrzeć w takich nietypowych porach. Ja należę do fejsbukowej grupy Oli Gościniak współpracującej z LH.pl. Ola dba o to, aby na jej grupie “urzędował” zawsze ktoś z tej firmy, aby w razie potrzeby gasić pożary. A czy jestem zadowolona z samego serwera? Powiem tak… Trudno chyba by mi było znaleźć hosting idealny za rozsądne pieniądze, więc jak na razie zostanę przy tym, z którego obecnie korzystam.

 

Moje porównanie darmowy serwis VS wykupiony hosting:

 

darmowy serwis

  • bezpłatny, nie generuje kosztów
  • serwis ogarnia tematy informatyczne
  • ograniczone prawa do bloga
  • ryzyko utracenia bloga
  • bez podpięcia swojej wykupionej domeny blog nie będzie kojarzony z twoją marką osobistą (ma w adresie np. www.opycha.blogspot.com)
  • ogranicza możliwości techniczne, a dostępne rozwiązania często prezentują się mniej korzystnie

 

wykupiony hosting:

  • raz w roku trzeba opłacić fakturę
  • masz pełne prawa do swojego bloga
  • nie ograniczają cię punkty regulaminu, które obowiązują na darmowych platformach
  • musisz wykupić i podpiąć swoją domenę, co może ci pomóc budować markę osobistą w sieci
  • jeśli wybierzesz odpowiedni system zarządzania treścią, to możesz za pomocą różnych wtyczek stworzyć naprawdę fajne miejsce w sieci (ja używam chyba najbardziej popularnego, czyli WordPress.org)
  • możesz podpiąć skrzynkę e-mail pod bloga, a adres e-mail kontakt@opycha.pl wygląda dużo bardziej profesjonalnie niż np. kontakt.opycha@gmail.com (jest lans, co? 😉 ).
  • musisz chociaż troszkę poduczyć się z zagadnień technicznych, ale w niektórych sytuacjach nie obędzie się bez informatyka

 

Tak z grubsza wygląda temat serwera. Którą opcję wybierzesz to już twoja sprawa i ja nie zamierzam cię do niczego przekonywać. Napisałam tyle, ile na dzień dzisiejszy sama wiem. Mało tego, sama zaglądam od czasu do czasu na blogi prowadzone na serwisach. Fajnym przykładem jest kardamonowy.pl, choć Monika poszła o krok dalej i podpięła bloga pod własną domenę, pracując tym samym na markę osobistą – brawo! Interesuje cię jak wygląda ten blog? Zajrzyj tutaj!

 

 

 

Robisz już swoje pierwsze wpisy na bloga. Z czym się musisz liczyć?

 

No, tutaj to już temat rzeka. Przede wszystkim musisz liczyć się z tym, że rzeczywistość szybko zweryfikuje twoje wyobrażenia na temat prowadzenia bloga. Sporo osób kojarzy blogera z osobą, która leży sobie na hamaku z laptopem, coś tam klika, a cyferki na jej koncie bankowym rosną jak grzyby po deszczu. Nie wiem czy tak kiedyś było, nie wiem też, czy tak kiedyś będzie, ale wiem jedno – teraz tak to nie wygląda. Pisanie dobrego bloga, albo przynajmniej takiego, na który zagląda kilka tysięcy osób to niekiedy ciężka orka. Trzeba być regularnym, mieć interesujące treści, być elastycznym i wciąż uczyć się nowych rzeczy. Koszty są wysokie, bo największe poświęcenie jakie cię czeka to twój własny czas! Fajny bloger (już nawet nie koniecznie dobry) to jednocześnie specjalista w dziedzinie, o której pisze, pisarz, analityk, marketingowiec, fotograf, PR’owiec, trochę też informatyk. Trochę tego jest, co? Oczywiście to wszystko tak wygląda, jeśli zdecydujesz się prowadzić bloga na własną rękę. Ja jestem raczej Zosia Samosia, więc poza kwestiami związanymi z IT raczej robię wszystko sama, ale już zagadnienia informatyczne, z którymi sama nie daję sobie rady najczęściej lądują u Karola, o którym wspominałam w pierwszym akapicie. Jeśli więc nie jesteś informatykiem, to warto mieć taką osobę w pogotowiu.

 

Jak wspomniałam, rzeczywistość zweryfikuje twój sposób, w jaki postrzegasz blogowanie. Pozwolę sobie wymienić skąd tyle funkcji, które musi pełnić samodzielny bloger.

 

Specjalista w swojej dziedzinie

Musisz wiedzieć o czym piszesz. Ja na początku chciałam prowadzić bloga typowo kulinarnego. Zaczęło mnie to jednak w pewnym momencie uwierać, bo miałam ochotę pisać też o innych tematach, zatem rozszerzyłam tematykę, ale kulinarny, mocny trzon pozostał. Dlaczego bycie specjalistą jest takie ważne? Bo na blogi zaglądają obecnie głównie osoby, które szukają rozwiązania jakiegoś problemu. Możesz oczywiście pisać bloga o niczym, ale też nie wymagaj, żeby ludzie chcieli go czytać 😉

 

Pisarz

Chcąc nie chcąc, gdy prowadzisz bloga, musisz pisać teksty. O ile błędy ortograficzne nie są problematyczne, bo system podkreśli ci je na czerwono, o tyle sklecenie ciekawego, wygodnego w czytaniu wpisu już nie jest takie proste. Oczywiście nikt nie każe ci pisać trzynastozgłoskowcem, ale tekst powinien być napisany poprawnie, dobrze gramatycznie. Ponadto pisanie bloga wymaga tworzenie jak najbardziej przydatnych lub angażujących tekstów, zatem jeśli nie posiadasz jakiejś wiedzy, którą możesz się podzielić, to musisz opanować sztukę wzbudzania w czytelniku emocji. Ja podobno mam lekkie pióro, dochodzą do mnie informacje, że ludzie lubią mnie czytać, więc chyba na szczęście umiem dobrze sklecić kilka zdań.

 

Analityk

Czy naprawdę jest co analizować przy prowadzeniu bloga? Przecież to tylko pisanie tekstów… Ale jednak warto wiedzieć jakie teksty się sprawdzają, a jakie nie. Warto wiedzieć skąd ludzie do nas przychodzą, jak nas znajdują. Warto wiedzieć na co poświęcić więcej czasu, a który aspekt blogowania potraktować bardziej po macoszemu. Przydadzą się do tego wszystkiego wnioski z analiz, a konkretniej mówiąc systematyczne i uważne badanie statystyk.

 

Marketingowiec

Kiedyś blogosfera wyglądała nieco inaczej (a przynajmniej tak słyszałam 😉 ). Dzisiaj nie wystarczy pisać bloga, trzeba go też wypromować. Narzędzi do tego jest wiele. Największą jednak robotę jako marketingowiec musisz odwalić w mediach społecznościowych. Facebook i Instagram to bardzo fajny sposób na promocję, ale trzeba umieć to robić. Na Insta liczą się nie tylko ładne zdjęcia, ale też dobrze dobrane hasztagi. Na Fejsie z kolei można założyć swój fanpage, promować się na grupach. Jednak obydwa te rozwiązania mają jeden feler – ograniczanie zasięgów. Możesz opłacić reklamę twoich wpisów, ale to generuje kolejne koszty, a do tego nieumiejętnie robiona reklama i tak ci za wiele nie pomoże i tylko wtopisz kasę. Dlatego właśnie warto znaleźć w sobie żyłkę marketingowca i skutecznie promować bloga bez zbędnych opłat. Ja trzy razy skorzystałam z reklamy na Fejsie, za pierwszym razem było fajnie, dwa kolejne to jakieś nieporozumienie.

 

Fotograf

Mów co chcesz, uważaj, że treść wpisu jest ważniejsza niż zdjęcia. I faktycznie, w przypadku blogów finansowych czy informatycznych tak jest. Ale jeśli chcesz się wziąć za kulinaria, lifestyle, blog urodowy czy modę, to sorry, ale nie m bata, zdjęcia są ważne! Trochę łączy się to z tematem marketingu, bo dobre zdjęcie lepiej “sprzedaje” wpis niż fotografia zrobiona na odwal. Doskonale to widać u mnie na blogu. Od jakiegoś czasu uczę się robić lepsze zdjęcia i widać progres, jednak jak cofniesz się do moich najstarszych wpisów, to od razu zrozumiesz co mam na myśli. Źle zrobione zdjęcie potrawy wygląda dosłownie nieapetycznie, a przecież ma zachęcać, prawda? To samo jest z modą, urodą, lifestyle’m itp. Swoją drogą niedawno u mnie na blogu pojawił się wpis o tym jak szybko i tanio zacząć robić lepsze zdjęcia. Jeśli zainteresował cię ten temat, to zapraszam tutaj.

 

PR’owiec

Dlaczego prowadząc bloga warto dbać o public relations? Bo niestety blogowanie ma też swoją czarną stronę. Wystawiając swoje teksty na publiczne forum musisz się liczyć z tym, że nie każdemu spodoba się to, co robisz. Może też do ciebie trafić internetowy troll, który będzie ci w komentarzach robił pod górkę dla samej przyjemności. Może też trafić ci się czytelnik, który uważa się za większego specjalistę od ciebie i po prostu skorzystać z okazji, żeby się powymądrzać. W takiej sytuacji musisz jakoś wyjść z sytuacji i albo kasować negatywne komentarze, albo jakoś na nie odpowiedzieć. Czasem można też po prostu olać, byle nie za często. Jeden z dinozaurów polskiej blogosfery, kiedyś Kominek, teraz znany jako Jason Hunt zdecydował, że będzie moderował komentarze na swoim blogu i nie zaakceptuje ani jednego negatywnego. Uznał, iż jego blog to jego miejsce w sieci i nie ma najmniejszej ochoty takich komentarzy nawet czytać. Możesz iść w jego ślady, nie będę tego oceniać. Ja sama komentarzy nie kasuję, choć czasem aż swędzi ręka. Na samym blogu jeszcze nie jest tak źle, bo ludzie są albo zabiegani, albo leniwi i rzadko komentują. Natomiast social media to niekiedy kopalnia hejtu. To trochę jak z meczami piłki nożnej – każdy telewidz jest najlepszym trenerem i selekcjonerem, on by naszą drużynę po zwycięstwo na mundialu zaprowadził 😉 Ja chyba największe dotychczas baty dostałam na jednej z fejsbuczkowych grup kulinarnych. Podlinkowałam tam swój przepis na naleśniki. Paniom nie spodobało się to, że do ciasta nie używam mleka, tylko samej wody. Komentarze były bardzo różne – od “to nie są naleśniki”, do zarzucania mi kłamstwa (napisałam, że kiedyś robiłam na mleku i mi nie wychodziły tak elastyczne). Na początku było mi przykro, po kilkunastu niemiłych komentarzach trochę się wkurzyłam, ale po jakimś czasie doczekałam się miłych słów. Warto wiedzieć jaką się przyjmuje strategię i umieć wybrnąć z trudnych sytuacji.

 

Informatyk

No niestety, chcąc nie chcąc, robiąc coś w internetach trzeba się spodziewać, że może być potrzebna wiedza z zakresu IT. Jak wspominałam – podstawowe rzeczy staram się ogarniać sama. Zdarza się jednak, że trzeba grzebać w kodzie, a za to wolę się nie chwytać, bo można sobie rozwalić bloga. Mało tego, w sieci jest masa wiedzy z zakresu technicznych aspektów blogowania, ale nie zawsze się sprawdzi. Ja swojego czasu korzystałam z zestawu wtyczek polecanych przez wspomnianą już w tym wpisie Olę Gościniak. Potem zmieniłam motyw bloga (ten główny szablon) i okazało się, że on z tymi wtyczkami nie współpracuje tak, jak powinien. Ja sama bym do tego nie doszła, ale skonsultowałam się z informatykiem (Karolem oczywiście) i On już dobrze wiedział gdzie może być pies pogrzebany. Mimo wszystko jeśli wiesz, że masz się do kogo zwrócić po pomoc w zakresie IT w razie potrzeby, to się nie zrażaj. Znam wiele osób które blogują, a są takimi informatycznymi melepetami jak ja!

 

 

Jak się zarabia na blogowaniu?

 

Przede wszystkim nie tak dużo, jak się powszechnie mówi. Jak już wspomniałam, blogosfera się zmienia i to samo ma miejsce w przypadku zarobków. Na początku blogerzy dostawali chyba nieco większe pieniążki, ale też współprace z markami nie były tak powszechne jak teraz. Kontent marketing robi cię co raz bardziej popularny, teoretycznie każdy może zostać influencerem. Przy tak dużej podaży zepsucie rynku musiało być nieuniknione. Ja prowadzę swojego bloga hobbystycznie, nie mam ciśnienia, żeby na nim zarabiać, ale zaliczyłam jakieś tam małe współprace, jestem zarejestrowana w kilku serwisach ułatwiających monetyzację bloga, więc mogę kilka słów o tym napisać.

 

Najpopularniejsze sposoby na zarabianie na blogu:

 

Wpisy sponsorowane

Może to wyglądać dwojako. Wersja najprostsza (której ja jakoś nie trawię) to przyjmowanie gotowego wpisu od “sponsora”, który tylko wklejasz na bloga i dostajesz za to kasę. Nie musisz tworzyć treści, bo tekst jest już gotowy. Nie musisz robić zdjęcia, bo zleceniodawca daje swoje. Teoretycznie żyć nie umierać, ale… Pomijając aspekty etyczne, są to słabo płatne zlecenia. Z tego, co się orientuję, popularną ceną jest ok. 50 zł (a wpis zostaje na Twoim blogu bardzo, bardzo długo lub na zawsze).

Druga opcja to wpis, który piszesz samodzielnie, ale na konkretny temat. Czasem zleceniodawca określa też jak mniej więcej ma ten wpis wyglądać. Robisz zdjęcie (lub bierzesz od sponsora, jeśli się zgodził), przekazujesz taki artykuł do akceptacji i po przyklepaniu sru na bloga! Moim zdaniem jest to lepsza opcja, ja tak zrobiłam trzy wpisy. Skasowałam za nie bardzo mało 40 zł za sztukę), ale były to artykuły, które na zlecenie czy bez zlecenia i tak bym napisała. Kasy do dzisiaj nie wypłaciłam z agencji i nawet nie wiem, kiedy to zrobię… Tutaj stawki są różne, w zależności od tego ile bloger ma jaj i jakiego prowadzi bloga. Nie będę teraz rzucać nazwiskami, ale znam blogerów, którzy by to zrobili za 100 zł, jedna blogerka zadeklarowała mi kiedyś, że poniżej 1000 zł nie kiwnie palcem (a ma raczej małego bloga), są też podobno dziewczyny, które zrobią taki wpis w ramach barteru (np. za peeling w przypadku bloga urodowego). I teraz czas się zastanowić co się odpierdziela, iż ten cennik bywa tak różny? Firmy chcą płacić jak najmniej, blogów jest od groma, mali blogerzy mają ciśnienie na współprace, więc godzą się na głodowe stawki i koło się zamyka. Jedne bloger się na taką cenę nie zgodzi, to firma pójdzie do drugiego. A drugi nie tylko zrobi za tani peeling wpis, ale jeszcze będzie ten wpis promował na Fejsie, zrobi zdjęcie na Insta, dorzuci filmik na Instastories. Robi się z tego trochę takie Alliexpress…

 

Reklama AdSense

Nie rzadko się wkurzasz, że jak wchodzisz na jakąś stronę, to cała jest zaklejona reklamami. Już spieszę tłumaczyć skąd to się bierze. Dla blogera googlowskie reklamy to obecnie wygodne, ale najmniej dochodowe źródło zarobku. Reklamy są praktycznie bezobsługowe. Musisz raz skonfigurować jakie chcesz reklamy, wyznaczyć ile i gdzie ma ich się pojawiać i gotowe. Oczywiście jeśli dysponujesz odpowiednią wiedzą, to możesz je sobie tak zoptymalizować, że ten dochód będzie troszkę większy, ale raczej cudów bym się nie spodziewała. Ja na swoim blogu wyznaczyłam dwa miejsca na banerki reklamowe. W pierwszym miesiącu zarobiłam 20 zł. W drugim i trzecim po 2 zł za każdy miesiąc. Na koniec okazało się, że mój obecny motyw (szablon) bloga nie współpracuje dobrze z banerkami, więc bez wahania się zgodziłam, żeby Karol je wyłączył. Sytuacja jest o tyle zabawna, że wypłaty pieniążków możesz dokonać, gdy uzbierasz 300 zł. Znajoma na pierwszą wypłatę czekała chyba jakoś ponad rok 😀 Częściowo jest to kwestia tego, iż mało płacą, ale też przekleństwem reklam są wszelkiego typu adblocki i sam fakt, że ludzie teraz najczęściej przeglądają internety na telefonach.

 

Afiliacja

Afiliacja to moja ulubiona droga monetyzacji bloga. Z grubsza polega to na tym, że ty jako bloger polecasz produkt, podrzucasz specjalnie dla ciebie wygenerowany link do sklepu lub firmy, a jeśli ktoś za pośrednictwem tego linku dokona transakcji, to ty dostajesz % od zysku. Stawki są niskie, ale jest to bardzo uczciwa forma współpracy z marką. Co najciekawsze, przy tej formie nie musisz nawet mieć bloga, bo link możesz przecież udostępniać na np. Fejsie. Oczywiście ma swoje plusy i minusy, bo jak zwykle wszyscy chcą zaoszczędzić i zdarzają się także tutaj problemy. Więcej o afiliacji możesz posłuchać w podcaście Michała Szafrańskiego, a jego rozmowę z przedstawicielem agencji afiliacyjnej znajdziesz tutaj. Ja mam jak na razie dwa linki, jeszcze nic nie zarobiłam, ale nie zamierzam się obrażać na tę metodę zarobku.

 

Własny produkt

Dawniej najpopularniejszą formą zarobku na blogu były współprace z markami. Teraz co raz większą sławą cieszą własne produkty. Co to może być? Produkty fizyczne, czyli mówiąc bardzo prosto “rzeczy, które możesz wziąć do ręki”. Możesz jednak sprzedawać też produkty cyfrowe, takie jak e-booki czy szkolenia. W życiu by ci do głowy nie przyszło na jaki temat ludzie robią kursy on-line. Dwa najbardziej egzotyczne, jakie znam to kurs “Odkryj tajemnice koni i usłysz co chce powiedzieć koń” oraz jakiś o tym jak wypasać kozy, ale ni cholery sobie teraz jego nazwy nie przypomnę, a wujek Google nie chce współpracować 😉

 

 

 

Ile osób odwiedzi twojego bloga?

 

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale możesz zrobić wiele, żeby było ich jak najwięcej. Tutaj znaczenie ma promocja bloga, czyli np. aktywność w mediach społecznościowych. Ważne jest szukanie wciąż nowych kanałów dotarcia do czytelnika. Warto podszkolić się z pozycjonowania i SEO. Wiedzy na ten temat krąży w sieci sporo, więc proponuję najpierw tę drogę, zanim zainwestujesz w drogi kurs. Przede wszystkim jednak musisz “produkować” przydatne treści. Nie będę się wdawać w szczegóły, w każdym razie po rozszerzeniu tematyki bloga miałam mały kryzys, statystyki spadły z ok. 8 tysięcy unikatowych użytkowników miesięcznie do 4.5 tysiąca w najgorszych momentach. Natomiast dbając trochę bardziej o treści i ich oprawę, muskając nawet o SEO (które nadal jest dla mnie jak drzazga w tyłku) i zadziałało. Mogę się aktualnie pochwalić, że zbliżam się powoli do 10 tysięcy! 😉 

 

Tutaj też mała uwaga… Aby blog był poczytny, warto zbudować swoją społeczność. Możesz to robić za pomocą fejsbuczków i instagramów, ale staraj się mimo wszystko zachować w tym wszystkim szczerość, żeby ściemnianie i przesładzanie na siłę ci bokiem kiedyś nie wyszło. Wchodź z czytelnikami w interakcje, odpowiadaj na ich komentarze, pytaj o zdanie i pokaż, że ci na nich zależy, a odpłacą ci tym samym i polecą bloga innym!

 

Jakich narzędzi i aplikacji używam przy prowadzeniu bloga?

 

Możesz po prostu założyć bloga i mieć wszystko w nosie. Jeśli jednak chcesz mieć bloga z prawdziwego zdarzenia, to warto używać różnych wtyczek, aplikacji, programów. To będzie chyba jeden z najkrótszych akapitów tego wpisu, ale jednocześnie bardzo praktyczny.

 

Aplikacje i programy, których używam:

 

Mailerlite – narzędzie do obsługi newslettera, do pierwszego 1000 subskrybentów jest za darmo; możesz tworzyć formularze zapisu, pop-up’y (ten wyskakujący u mnie banerek z formularzem zapisu) czy landing page (strona z zapisem na newsletter)

 

Google Analytics – darmowe narzędzie od Google, które umożliwia tworzenie i przeglądanie statystyk przy użyciu plików cookies; dzięki niemu możesz mniej więcej dowiedzieć się ile osób zagląda na twoją stronę, ile czasu na niej spędza i czego na niej szuka (to tak  z grubsza), dzięki czemu możesz lepiej dopasowac treści na stronie do potrzeb użytkowników (tak, cookies są przydatne nie tylko dla reklamodawców 😉 )

 

Google Search Console – darmowe narzędzie od Google pozwalające sprawdzić którą pozycję w wyszukiwarkach zajmują twoje wpisy oraz po jakich frazach ludzie cię znajdują w Google (tak w duuuużym uproszczeniu)

 

Brand24 – tutaj coś, z czego raczej mało blogerów jeszcze korzysta; Brand24 udostępnia aplikację do monitorowania twojej marki w sieci, czyli mówiąc wprost wyszukuje w inetrnetach, czy ktoś o tobie pisze; przydaje się do głównie firmom w celach marketingowych, ale blogerzy też mogą na tym skorzystać; wyszukane wzmianki na twój temat mogą ci np. pomóc sprawdzić popularność twojego bloga, a także to, czy jest obierany bardziej pozytywnie, czy negatywnie; ja jeszcze raczkuję w tym temacie, ale postanowiłam spróbować

 

GIMP – darmowy program do obróbki zdjęć na komputerze

 

Snapseed – darmowa aplikacja do obróbki zdjęć na telefonie

 

InShot – darmowa aplikacja do obróbki filmów na telefonie (ostatnio bardzo rzadko korzystam)

 

Co jeszcze warto mieć na uwadze przy prowadzeniu bloga?

 

Jest jeszcze kilka pobocznych, ale ważnych rzeczy, które bloger wiedzieć powinien. Oto kilka z nich:

 

RODO – jeśli zbierasz dane użytkowników, aby potem je w jakiś sposób przetwarzać (np. prowadzisz zapis na newsletter), to już musisz zapoznać się z ustawą o ochronie danych osobowych, czyli właśnie z RODO; jeśli twoja strona używa plików cookies, to już musisz o tym poinformować swoich czytelników i uzyskać ich zgodę; jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, to polecam między innymi (bo temat jest szeroki i warto szukać w różnych źródłach) rozmowę Oli Gościniak z Tomkiem Palakiem, specjalistą od kwestii prawnych, a link do filmu znajdziesz tutaj. Nie popadaj jednak w żadne paranoje, bo choć RODO z pozoru wydaje się straszne, to da się to przecież ogarnąć. Kary mogą być bardzo wysokie, ale to ma być straszak na fejsbuczki i inne takie, a nie jakiegoś blogera, który zarabia średnią krajową (czego ci życzę, bo z tego co wiem, to ta średnia krajowa jest bardzo wysoka) i skrobie coś na klawiaturze po godzinach. Ja długo się opierałam choćby przed założeniem newslettera, bo to już podchodzi pod przetwarzanie danych, ale jak to mówią, strach ma wielkie oczy.

 

kradzieże w sieci – może zdarzyło ci się wypatrzyć, że czasem zdjęcia na blogach i serwisach mają nałożony znak wodny z ich nazwą, to nie tylko dlatego, aby promować markę, ale też zapobiec kradzieży takich zdjęć. Niestety złodziejstwo w sieci ma miejsce i pewnie będzie miało. Świadomie czy nie, ludzie takie rzeczy robią. Pamiętaj też, że każdy kij ma dwa końce. Ktoś może coś ukraść tobie, ale ty też możesz nawet bez premedytacji coś komuś podwędzić. Uważaj więc na granicę między inspirowaniem się kimś a plagiatem, a np. zdjęcia pobieraj z banków darmowych fotografii. Ja tylko raz pobrałam zdjęcie z takiego miejsca, ale i tak z czystej przyzwoitości podpisałam kto jest jego autorką. Słyszałam też, że dziewczyna prowadząca profil na Instagramie z dość dużą ilością followersów bezczelnie kradła zdjęcia z mniejszego konta. Cała sprawa się wydała, gdy jeszcze takie “pożyczone” zdjęcie wystawiła na instagramowy konkurs (WTF? dasz wiarę?!). Pamiętaj, że kradnie się nie tylko zdjęcia, ale i pomysły. Ja nie dawniej niż dwa tygodnie temu ogłosiłam, że rozważam wpis o tym, jak wygląda moje blogowanie od zaplecza (tak, ten wpis, który teraz czytasz). Ku mojemu zaskoczeniu znajoma blogerka, z którą kręcimy się w tym samym “kółku różańcowym” kilka dni temu zrobiła wpis na taki własnie temat na swoim blogu. Nie chcę pochopnie oskarżać o kradzież, ale naprawdę zabawny zbieg okoliczności, prawda? Jak w takich sytuacjach reagować? Jeśli widzisz, że ktoś ci ukradł fotkę, to najlepiej do takiej osoby napisać, że ma ją usunąć. Jeśli oleje, to napisz znowu, ale tym razem zaznacz, iż jeśli nie usunie, to podejmiesz odpowiednie kroki. Zwykle to działa, a jak nie, to kombinuj i szukaj informacji jak się tych kroków podejmuje. Ja ci akurat tutaj nie doradzę nic więcej, bo sama się w takiej sytuacji nie znalazłam (albo o tym nie wiem). A co, jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji jak ja z tym pomysłem na wpis? No cóż, możesz się gniewać, możesz napisać do potencjalnego złodzieja wiązankę “komplementów”, ale tylko się zdenerwujesz i właściwie nic ci to nie da. Mało tego, często nie masz 100% pewności, że faktycznie ktoś ci ukradł pomysł. Może rzeczywiście to akurat przedziwny zbieg okoliczności. Zatem tym bardziej z tymi epitetami pod adresem delikwenta byłabym ostrożna. Ja wczoraj wzięłam trzy głębokie wdechy, sprawdziłam, czy wpis, na który miałam pomysł, a pojawił się u kogoś innego jest zgodny choćby w 50% z moją koncepcją, a potem powtórzyłam sobie słowa, które często padają ze słów Michała Sadowskiego (założyciela Brand24) – nie trzeba być pierwszym, wystarczy być najlepszym. Mogłabym już nigdy nie zdradzać swoich planów i pomysłów, żeby mi ich nikt nie ukradł. Trzeba jednak mieć na uwadze jedno – nikt inny nie zrealizuje twojego pomysłu tak dobrze jak ty. Ta moja daleka, bardzo daleka znajoma na szczęście nawet ociupinkę nie zbliżyła się do tego, co chciałam zrobić, więc po prostu napisałam co chciałam i mam w nosie czy “pożyczyła” pomysł czy nie. Ja jestem spokojna, a ty możesz teraz przeczytać fajny (mam nadzieję) wpis i gra gitara! 😉   

 

networking – spróbuj zakolegować się z innymi blogerami. Udzielaj się na grupach z “branży”, w której działasz, czytaj inne blogi i komentuj, spróbuj budować relacje z innymi osobami z blogosfery. Jeśli możesz, to wybierz się też kiedyś na jakieś blogerskie spotkanie, konferencję, czy coś w rodzaju “Czwartku z social media”. Po co? Bo choć blogerzy bywają różni, bo choć czasem za mocno się inspirują i zdarzy im się zapomnieć co to prawa autorskie, to są dobrzy ludzie i mogą ci sporo pomóc. Ja Karola, który bardzo, ale to bardzo pomaga mi ogarniać bloga poznałam przez Instagram. Na początku podchodziłam do niego jak pies do jeża, ale w końcu się zakumplowaliśmy i każde z nas na tym korzysta. Pewnie do dzisiaj nie miałabym newslettera, gdybym nie pojechała na BC Poznań w ubiegłym roku. Tam trafiłam na prezentację Oli Budzyńskiej, czyli Pani Swojego Czasu i to ona właśnie przekonała mnie, że mimo małych trudności jednak warto. Z kolei też trochę przez Instagram, a trochę przez Facebook trafiłam na Monikę Pazdej, której profil “Fotografia od kuchni” skupia się na kulinarnych zdjęciach. Monika prowadzi swojego bloga kulinarnego z obłędnymi fotkami, robi (a przynajmniej robiła) piękne tła do zdjęć (którymi się inspiruję, ale nie ukradnę, bo takich ładnych nie umiem zrobić), ale też macza palce w Kobiecej Foto Szkole, którą często polecam gdzie się da. Monika nie raz mi doradziła, jak widziała, że coś znowu knocę przed aparatem. Uwierz mi, networking się opłaca, bo każdy ma inną wiedzę, a dzięki budowaniu relacji można się nią wymieniać 😉

 

ciągła nauka – Internet zmienia się każdego dnia. Zmieniają się trendy i potrzeby użytkowników. Jeszcze wczoraj wystarczyły piękne zdjęcia, dzisiaj ludzie chcą filmów. Algorytmy ciągle się zmieniają, wszystko ewoluuje. Ty też musisz się starać za tym nadążyć. Oczywiście nie polecam ci lecieć za każdą nowością, ale warto wiedzieć co jest grane, obserwować co się dzieje i się rozwijać. Testuj, próbuj, sprawdzaj co ci działa, a co nie działa. Tylko nie marnuj czasu na głupoty i rzeczy, które w ogóle nie są ci potrzebne. Pamiętaj też o najważniejszym – nawet najdroższy kurs nie pomoże, jeśli nie zastosujesz nabytej wiedzy w praktyce!

 

Czy warto blogować?

 

To już zależy od tego, czego oczekujesz od blogowania. Jeśli chcesz zarobić miliony w krótkim czasie, to może lepiej sobie odpuść, bo jest wysoce prawdopodobne, że ci się nie uda. Jeśli natomiast chcesz się dzielić wiedzą czy po prostu swoimi przemyśleniami z innymi ludźmi, to może warto spróbować.

 

Ja jak wspomniałam nie nastawiam się konkretnie na zarobek, ale też go nie wykluczam. Traktuję to moje blogowanie jako hobby, a czy drogie? Ciężko ocenić, bo np. zawzięci fani jazdy konnej chyba wydają na swoje hobby więcej. Poniżej przybliżę ci mniej więcej ile wydałam dotychczas na bloga, a ile zarobiłam. Rzuć okiem na te kwoty i przeanalizuj, czy jesteś w stanie to zaakceptować jako hobby 😉

 

Wydatki:

  • hosting i domena za pierwszy rok – 67 zł
  • hosting i domena za drugi rok – hosting 50 zł, domena 124,23 zł
  • pierwszy motyw (szablon) bloga – 29$
  • drugi motyw (szablon) bloga – 49$
  • dwa typy logo – 150 zł za jeden
  • pierdółki do zdjęć i produkty spożywcze do przepisów – nie da się zliczyć, ale to takie drobne przyjemności 😉

 

Zarobki:

  • reklama AdSense – ok. 22 zł
  • wpisy sponsorowane – 120 zł
  • zgoda na publikację 2 wpisów w gazecie – 200 zł

 

Jest też drugi sposób rozliczenia bloga. Jaki? Mniej materialny, ale taki, który lubię. Satysfakcja, nowe doświadczenia, rozwój osobisty, pasja to tylko kilka korzyści, które dotychczas wyniosłam z blogowania. Te kilka tysięcy osób, które zaglądają na mojego bloga dają mi ogromną radość! Fakt, mogliby jeszcze zostawiać więcej komentarzy, ale to już przymknę oko 😉

Skoro czytasz te słowa to znaczy, że jakimś cudem udało ci się dotrwać do końca wpisu, gratuluję! No to jak jest z tym blogowaniem w końcu, łatwe, lekkie i przyjemne, czy bardziej orka na ugorze? Ja od siebie tylko ci powiem, że ilu blogerów, tyle opinii, jak ze wszystkim… No właśnie a co ty o tym myślisz? Opowiedz mi o tym w komentarzu!

Podobne wpisy