Co warto zjeść na półwyspie Nesebyr?

9 października 2017opycha.pl

Chciałabym Was zaprosić na kolejną wycieczkę po Bułgarii. Niedawno pisałam o tym, jak wygląda sytuacja kulinarna w Słonecznym Brzegu. Z racji tego, iż jest to od niedawna dość popularna destynacja polskich turystów, pozwolę sobie zająć Wam czas kilkoma słowami o półwyspie Nesebyr, który wypada zwiedzić podczas pobytu w Słonecznym Brzegu.

co-warto-zjesc-na-polwyspie-nesebyr-5

Jest to małe miasteczko, które ma niesamowity klimat. Zostało wpisane na listę UNESCO, jednak mnie uwiodło nie tylko pięknymi, klimatycznymi zakątkami.

CO WARTO ZJEŚĆ NA PÓŁWYSPIE NESEBYR?

W przeciwieństwie do pobliskiego Słonecznego Brzegu Nesebyr oferuje całą gamę nadmorskich posiłków. Restauracje i tawerny znajdują się zarówno w zabudowanych alejkach, jak i tuż nad brzegiem Morza Czarnego. Możecie więc wybierać na jaki klimat i widok macie ochotę. Ceny wydawały mi się do siebie zbliżone, choć oczywiście mogę się mylić. Zwykle knajpki wystawiają menu przed lokal, więc można zrobić rozeznanie, co by nie przekroczyć budżetu. W całym miasteczku znajdziecie ryby i owoce morza, nie ma więc co się bać, że „w centrum” to już tylko wieprzowina i kurczak, zatem trzeba koniecznie zjeść na obrzeżach. Uwierzcie mi, choć po przeliczeniu cen na złotówki możecie dojść do wniosku, iż Wam się nie opłaca wydać 30 zł na obiad dla jednej osoby, to ja twierdzę, że jest inaczej. Jeśli cenicie sobie ryby i owoce morza, to nawet usmażone w panierce (lub bez) warte są rej ceny. Szczególnie owoce morza, bo u nas takich świeżych przecież nie kupicie!

co-warto-zjesc-na-polwyspie-nesebyr-6

CO JA JADŁAM NA PÓŁWYSPIE NESEBYR?

Ja wybrałam restaurację pośród uliczek Nesebyru. Do „The Old Tree” zgarnął nas pan naganiacz, zapytał skąd jesteśmy i po polsku opowiedział, co poleca i ile to będzie kosztowało. Jego rady okazały się o tyle przydatne, że jednego z moich dań, którego akurat koniecznie chciałam spróbować nie znalazłam w karcie, ale było ono bez problemu dostępne. Zagadałam z kelnerką i dostałam wszystko, czego pragnęłam…

co-warto-zjesc-na-polwyspie-nesebyr-4

Oczywiście moim stałym „gadżetem” do posiłku było piwo. Nauczyłam się, że warto je mieć, bo jeśli posiłek będzie paskudny i go nie zjem, to przynajmniej przyjmę kalorie ze słodu jęczmiennego. Na szczęście tym razem było tylko bonusem do dobrego posiłku.

TALERZ NUMER JEDEN

Na pierwszy rzut poleciała sałata z małymi ośmiornicami. W Polsce unikam ośmiornic, bo kojarzą mi się z tanią mrożonką i gumiastą konsystencją. Wychodzę jednak z założenia, iż owoce morza w miejscach, gdzie naturalnie występują nie mogą być źle przyrządzone. Odważyłam się, zamówiłam i zjadłam ze smakiem. Świeże maleństwa niczym nie przypominały tego świństwa z naszych marketów. Fakt, sałatka była ascetyczna – dosłownie sałata i małe ośmiorniczki plus sok z cytryny, ale to tylko przystawka, więc w zupełności mi wystarczyło.

co-warto-zjesc-na-polwyspie-nesebyr-2

TALERZ NUMER DWA

Jako następne na stół wjechały różne owoce morza z sosem słodko-pikantnym. Rozbawiło mnie, że wyglądają jak zalane keczupem, ale faktycznie był to słodko-pikantny sos. Co znalazło się na talerzu? Małże, krewetki, krążki kalmarów, macki ośmiornicy nieco większej niż te z mojej sałatki. Bardzo fajnie usmażone, zdjęte z oleju w punkt, dzięki czemu nic nie było wiórowate czy gumiaste.

co-warto-zjesc-na-polwyspie-nesebyr

TALERZ NUMER TRZY

Na koniec kelnerka przyniosła to, na co czaiłam się od dawna! Jak zapewne pamiętacie, byłam dwa miesiące wcześniej w bułgarskich górach. Mieliśmy udać się już wtedy nad Morze Czarne, jednak spontanicznie pojechaliśmy do Grecji. Pamiętałam, że podczas telefonicznej rozmowy siostra polecała mi „małe, smażone rybki”. Powiedziała stanowczo „musisz zjeść te małe, smażone rybki. Resztę rób co chcesz, ale jak jesteś tam nad morzem, to musisz je zjeść”. W menu ich nie znalazłam, ale pamiętałam, że pan naganiacz od razu wymienił „małe rybki”. Zapytałam więc kelnerkę, która powiedziała „szprotki? ok.”. No i przyniosła… talerz wysypany masą małych, smażonych rybek. Fakt, można mieć na początku opory, ale przypomniałam sobie, jak za dzieciaka pochłaniałam ogromne ilości szprotek właśnie dlatego, że nie musiałam przejmować się takimi drobiazgami jak głowa czy ości. Od razu zabrałam się za pałaszowanie. Pożarłam wszystko sama, bo mój towarzysz nie jest fanem ryb, a pochłanianie ich w całe okazałości, wraz z łbem i kręgosłupem tym bardziej go nie kręci. Dla mnie lepiej, miałam wszystko dla siebie! Nie wiem ile tego było, ale te rybki się nie kończyły. Zażartowałam nawet, że będę sobie w domu takie smażyć zamiast chipsów do filmu. Jedno jest pewne, mogę Wam powtórzyć to, co powiedziała mi moja siostra… Musicie spróbować małych, smażonych rybek, bo to warto zjeść na półwyspie Nesebyr!

co-warto-zjesc-na-polwyspie-nesebyr-3

Podziel się
  • DZIENNIK WOJENNY

    biedne małe rybki;/

Poprzedni post Kolejny post