Kuchnia barowa czy restauracyjna?

18 września 2017opycha.pl

Obecnie w naszej kulturze znaczenie pewnych słów się zaciera, są one nadużywane. Galerie wędlin, restauracje Mc Donald’s i cała masa takiego nazewnictwa może wywołać u nas dezorientację. Choć szczerze mówiąc, jeśli wędliny te pochodzą z dobrego źródła, to obecnie lodówka u rzeźnika może mieć więcej wspólnego z galerią sztuki niż Mc Donald’s z restauracją.

JAK WIĘC ODRÓŻNIĆ RESTAURACJĘ OD BARU?

No, momentami jest to trudne. Dla mnie restauracja to miejsce, gdzie jest w kuchni kucharz, gotuje na bieżąco od podstaw, a za pełną obsługę odpowiada kelner. Bar natomiast to dla mnie miejsce, gdzie podaje się szybko, w dużej mierze obsługujemy się sami i nikt nie musi dookoła nas skakać. Oczywiście te różnice owocują także innymi cenami w menu. Skoro ktoś poświęca swój czas i pracę na doradzenie mi, przyniesienie potraw, posprzątanie i umycie garów, to niestety trzeba mu za to zapłacić. Koszt takiej przyjemności rośnie więc o wiele usług połączonych w jedną. Co z barem? Sama zamawiam, sama płacę, odnoszę po sobie naczynia albo i nie, bo mogą przecież być jednorazowe, zatem cena w tym przypadku powinna zostać uszczuplona o te wszystkie czynności.

barowe-jedzenie-ikea

KUCHNIA BAROWA CZY RESTAURACYJNA?

Tutaj granice się powoli zacierają. Bar to już nie tylko fast-food, zapiekanka w rączkę i do widzenia… Możemy kupić chłodnik z botwinki w cenie 5 zł w barze, możemy go też nabyć w cenie 15 zł w restauracji. Mało tego, jakość i smak mogą być identyczne. Nie każdy kucharz ma chęć pracować w lokalu, gdzie przychodzą ludzie z wybranej sfery społecznej (trochę to przecież kosztuje), niektórzy mają ochotę uszczęśliwiać wszystkich, niezależnie od zawartości portfela. Uwierzcie mi, jeśli kucharz jest dobry, to z prostych i tanich składników wyczaruje arcydzieło, tak robiły przecież nasze babcie. Jaka botwinka rośnie na polu każdy wie, bulwiasta, w kolorze buraczkowym i ma liście. Jeśli w smaku jest niedobra, jeśli jest nadpsuta, to nie powinna wylądować ani w barze, ani w restauracji. Inna sprawa to jakiś żurek, deska wędlin i tym podobne. Tutaj opieramy się na mięsie, zatem warto, aby właściciel restauracji pokusił się o to najlepszego sortu. Czy tak robi? To już temat na osobny wpis o tym, jak właściciele lokali robią sobie z nas czasem jaja, więc nie będę się teraz zagłębiać. W każdym razie kuchnia barowa już nie zawsze oznacza gorszą, niż restauracyjna, a płacąc mniej odbieramy sobie przyjemność bycia obsłużonym jak król (bo tak powinno być w dobrej restauracji) i możliwość podniesienia swojego statusu społecznego.

barowe-jedzenie-kuchnia-bez-kalorii

CO WIĘC WYBRAĆ, BAR CZY RESTAURACJĘ?

Ja jestem wierną fanką Anthonego Bourdain. Facet jadł już w wykwintnych restauracjach na całym świecie, ale taką samą radość sprawia mu smaczne jedzenie w afrykańskim fast-foodzie. Jakoś nie czuję potrzeby opowiadania znajomym, że zjadłam dzisiaj łososia za 50 zł, jeśli był on przygotowany tak samo jak ten, którego mogłam kupić za 20 zł. Mało tego, znam takie miejsca, gdzie zapłacę te 20 zł i będę obsłużona lepiej niż za te 50 zł. Musicie więc rozważyć, czy wybieracie się do restauracji godnej Waszych ciężko zarobionych pieniążków.

Ale, ale… temat się jeszcze nie wyczerpał! Myślicie, że zapomniałam? Nie… największy smaczek zostawiłam sobie na koniec. Mamy przecież trzecią możliwość – bistro. Jak wygląda polskie bistro? Z tego, co zauważyłam, jest to miejsce, którego właściciel chce nas obsługiwać jak w barze, ale kasować jak za restaurację. Co z jakością jedzenia? Raczej dobre, ale też nie będzie to foie gras. Wydaje mi się, że niestety połowa tych bistro mogłaby spokojnie zmienić nazwę na „bar”, obniżyć cenę o połowę i wszyscy byliby wobec siebie uczciwi…

CO WIĘC WYBIERACIE, BAR, RESTAURACJĘ, A MOŻE BISTRO?

Ostateczny wybór zawsze należy do konkretnego klienta. Ja osobiście nie mam nic przeciwko dobrym barom. Jeśli akurat nie trzymam jakiejś specjalnej diety, to nie pogardzę i barem mlecznym, w którym można zjeść jak u mamy. Jeśli natomiast chciałabym coś uczcić, to wiadomo – padnie na restaurację. Wolałabym jednak, żeby to była sprawdzona restauracja. Pamiętajcie, iż zawsze możecie poszukać opinii wśród znajomych, może już tam ktoś był. W ostateczności można też posiłkować się opiniami w sieci, choć wiadomo, że te się często nie sprawdzają lub są nieaktualne.

Chciałabym jeszcze wytłumaczyć na przykładzie skąd u mnie taka niechęć do bistro. W moim mieście jest takie jedno, które się szczyci tym, że dania są smaczne i dietetyczne. Po tym, jak dostałam zmasakrowany filet z mintaja na górze soczewicy za cenę wykwintnej potrawy w restauracji, a musiałam sama się pofatygować po tacę z papierową zastawą odczekałam jakiś czas i udałam się ponownie. Pierwsza fotografia przedstawia przepyszny posiłek w Ikei. Rak, przepyszny chłodnik, zupa z raków, dobry żurek, obok jeszcze babeczka ziemniaczana, jakieś kawałki kurczaka. Całość kosztowała ok. 20 zł. Natomiast zdjęcie poniżej to podobna ilość chłodnika w papierowej miseczce, smak ten sam, cena 10 zł. Jaka była różnica? W obu przypadkach obsłużyłam się w większości sama, ale ten droższy chłodnik podano mi w „bistro”. Pójdę tam z ciekawości trzeci raz. Skoro dopracowali smak jedzenia, to może w końcu zarobią na zastawę…

Podziel się
  • Maria Guzek

    Jakoś nie przemawia do mnie ikeowe odgrzewanie kotletów, bo każdy kawałek mięsa, ryby czy ten medalion warzywny to mrożonki. Puree ziemniaczane z proszku, zupy takoż. Owszem, jest tanioszka i taki posiłek raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzi, ale na dłuższą metę nie polecam. W kantynie pracowniczej ikeła po dwóch latach fascynacji obiadkami za piątaka wysiada żołądek, a pracownicy (zwłaszcza food’u) przychodzą ze swoimi pudełkami.

    • Ikea tutaj padła jako przykład, sama tam jadam tylko jak jestem na dłuższych zakupach, ale fakt, nie łudzę się, że gotuje tam kucharz z pięciogwiazdkowej restauracji 😉 Bardziej chciałam zwrócić uwagę, że żarcie z mrożonki za 5 zeta jest podane w normalnej misce, a w bistro mam prawie to samo za 2x taką cenę w papierowej misce i na kartonowej tacy… W każdym razie tutaj już każdy musi sam zadecydować co woli. Jak byś słyszała, że pracownicy food’u w Ikełu szukają cateringu, to możemy na tym ukręcić niezły biznes – jesteśmy w kontakcie 😉

  • Jak mam wybierać między barem a bistro – to wolę bar. Potworzyło się teraz pełno różnych małych knajpek z kuchnią „domową”. Jak się dobrze poszuka to można znaleźć coś naprawdę wyjątkowego jeśli chodzi o smak i jakość. A ceny też nie przerażają. W moim ulubionym dostaje sentymentalną podróż do czasów PRL za jedynie 14 zł za dwa dania. I porcje są słuszne i smaczne. Jak chce coś wykwintnego to wybieram restaurację. Bistro to jakaś ni pies ni wydra gastronomii 🙂

    • Zgadzam się… Jak chce tradycyjne danie, to idę w miejsce, gdzie gotuje przykładowa Pani Halinka, stojąca przy garach całe życie i gotująca od serca, a nie dla ambicji. Bistro kojarzy mi się z niedoinwestowaną restauracją dla leniwych 😛

  • W Hiszpanii to wszystko jest prostsze. Miejsce, gdzie zjemy obiad lub kolację, to restauracja. Zawsze z obsługą kelnerską. Miejsce, gdzie wypijemy tylko lampkę wina i skubniemy jakieś tapa to z kolei bar. I tam już nikt nam raczej nic do stolika nie poda (o ile w ogóle będzie stolik). Pozdrawiam 🙂

Poprzedni post Kolejny post