Coś z niczego

31 stycznia 2017opycha.pl

Kilka dni temu wbiegłam do domu.  Moje myśli były zawładnięte  chęcią pożarcia czegoś jak najszybciej. Głód wychodził mi oczami, żołądek przyrastał do krzyża, a język do tyłka uciekał… Oczywiście nie byłam wcześniej na zakupach, zatem nie muszę chyba dodawać, że w lodówce było niewiele poza światłem, a po owocach zostały tylko skórki w śmietniku. Trzeba więc było zrobić coś z niczego…

cos-z-niczego

MAKARON WYBAWI Z KAŻDEJ OPRESJI

Pewnie nie jest Wam obce powiedzenie „z gówna bata nie ukręcę”, ale uwierzcie mi – czasem się da! Ja zwykle działam według planu, który wyrobił się u mnie sam już jakiś czas temu. Podstawowe składniki, które mają długie terminy przydatności, produkty suche itp. kupuję raz w tygodniu, potem pozostaje uzupełnianie warzyw, owoców i mięs. Niestety zdarzają się odstępstwa od planu, gdy nie wyrobię się z tym uzupełnianiem. Warto wtedy mieć pod ręką składniki, które „nigdy się nie kończą” i jakieś stałe, dobrze nam znane dodatki. Dzięki temu nie będziemy skazani na zamawianie pizzy czy wycieczkę do najbliższego fast-foodu. U mnie na liście rzeczy, które nie mają prawa się skończyć jest przede wszystkim makaron. Choćby nawet światło zniknęło z lodówki, zawsze znajdzie się sposób na prosty makaron. Szybko się nim można zapchać i sru na zakupy!

KREATYWNOŚĆ PONAD WSZYSTKO

Dodatków do makaronu może być bardzo wiele. U mnie zwykle znajdą się suszone pomidory w zalewie, bo nie jestem w stanie zjeść całego słoika na raz. Innym produktem, który na 90% jest w lodówce są serki topione. Nie jest to najwyższej jakości paliwo dla organizmu, więc jem je rzadko, a zatem prawdopodobnie będą w lodówce, skoro ich nie zużywam 😉 Czosnek i oliwa to kolejne „niby nic”, które może nam uratować życie (jeśli masz jeszcze bułkę tartą, to możesz wykorzystać przepis tutaj). Wszelkie dogorywające szpinaki, rukole mogą nam posłużyć jako baza do prostego, domowego pesto. Jednym słowem, jeśli dobrze się zastanowić, to taka pusta lodówka może okazać się prawdziwą skarbnicą!

Ja tego pamiętnego dnia, gdy ogarnął mnie demon głodu wykorzystałam makaron, serki topione i resztki szpinaku. Na patelni rozgrzałam odrobinę oliwy, wrzuciłam posiekany szpinak i zblanszowałam, dodałam odrobinę czosnku, 3 trójkąciki serka, ciut wody i w ten sposób powstał pyszny sos serowo-szpinakowy! Jeśli nie jesteście fanami makaronu, chomikujcie coś, co lubicie. Może to być ryż czy kasza jaglana. Kasza jaglana ma ten plus, że jest szybka w przygotowaniu, a ryż z kolei jest bardzo uniwersalny. Kaszę możecie przygotować z warzywami, natomiast ryż ugotować i podsmażyć z jajkiem i czosnkiem… Znajdźcie swój ulubiony produkt, który „nigdy się nie kończy”, dobrze go poznajcie, a głód nie będzie Wam straszny!

Podziel się
Poprzedni post Kolejny post