Blogowanie od kuchni

6 listopada 2017opycha.pl

Zastanawiacie się czasem co robią blogerzy kulinarni, gdy nie stoją przy garach? Większość z nich wtedy ciężko pracuje! Nie chcę uogólniać, bo z pewnością i tutaj znajdzie się masa leserów, którym się „jakoś udaje” lub żerują na cudzej pracy, ale spora część zapierdziela jak na etacie.

plan-zdjeciowy-humus

JAK WYGLĄDA BLOGOWANIE OD KUCHNI?

Ja już wiem jaki punkt widzenia mają czytelnicy, a jaki blogerzy. Czytelnik wchodzi na blog kulinarny, widzi zdjęcie, jak potrawa wygląda zachęcająco, to bierze przepis i spada. Co się będzie zagłębiał i rozmyślał. Przecież bloger to ugotował, zrobił zdjęcie, napisał przepis i udostępnił, czyli własnie po to ten wpis jest, żeby skorzystać i spadać. A jak to widzi bloger? Bloger najpierw wymyśla lub wyszukuje przepis (oby to pierwsze), potem gotuje, następnie robi zdjęcie i umieszcza na blogu przepis. Ale… potem jeszcze obskakuje „internety”, aby być widocznym i dotrzeć do jak największej grupy osób. Na takim „obskakiwaniu” schodzi nawet kilka godzin.

CO ROBI BLOGER KULINARNY, JAK WYJDZIE Z KUCHNI I OBSKOCZY „INTERNETY”?

Nie chciałabym generalizować, mogę pisać jak to wygląda u mnie, a raczej jak bym chciała, żeby wyglądało. Mianowicie jak bloger już ugotuje, zrobi zdjęcia, napisze wpis i obskoczy „internety”, a nie jest akurat w normalnej pracy zarobkowej, to szuka wiedzy i inspiracji. Wiedza dotyczy bardzo wielu tematów. Są to nie tylko podstawy sztuki kulinarnej, ale w przypadku bloga raczej kwestie związane z branżą IT. Rozwiązania techniczne, co zainstalować, co zaktualizować, jakie narzędzia mogą pomóc dotrzeć do większego grona potencjalnych czytelników… Do tego jak się znajdzie czas, to fajnie też się dokształcić w temacie fotografii, żeby to żarcie jakoś zaprezentować. W moim przypadku wygląda to tak, że staram się pisać jak najczęściej, ale łączę prowadzenie bloga z normalną robotą, więc często nie mogę poświęcić tyle czasu, ile bym chciała na dokształcanie się w tych wszystkich dziedzinach. Mimo wszystko jak mogę, to się douczam 😉

blogowanie-od-kuchni

GDZIE BLOGER SZUKA INSPIRACJI?

Znacie to uczucie, gdy do głowy przychodzi Wam genialny pomysł, a po chwili się okazuje, że ktoś już na to wpadł przed Wami? No właśnie… Niedawno słuchałam wywiadu z kreatywnymi muzykami i padło stwierdzenie „myślisz, że masz zajebisty pomysł, ale zawsze jest tak, że ktoś już to wymyślił przed tobą”. Mimo wszystko w kulinariach sprawa jest o tyle super, iż można nawet prosty rosół wykreować w swoim stylu, nadać mu ciekawy sznyt! Do tego jednak potrzeba odrobinę szczęścia, trochę wiedzy i inspirację. Dla mnie jedzenie jest istotną częścią życia, więc nie jest dla mnie dziwne, że mam prawie 30 książek kucharskich. Do tego dochodzą np. kulinarne opowieści Anthony’ego Bourdain, który świetnie łączy podróże z żarciem i którego uwielbiam. Ponadto książki typu „fotografia kulinarna”, czasopisma nie tylko o kuchni, ale też o zdrowym stylu życia. Sporo inspiracji wnoszą też inne blogi, czasem ciekawe przepisy przychodzą mi do głowy po godzinnym przekomarzaniu się z Karolem z Kosą po patelni. Programy TV, rozmowy z ludźmi których znam i tymi, których nie znam… To wszystko znajduje odzwierciedlenie w przepisach, które Wam tu serwuję.

CZY GRA JEST WARTA ŚWIECZKI?

Ostatnio panuje jakiś skrzywiony pogląd, że blogerzy zbijają kokosy na swoim hobby… Powiem tak – żaden początkujący bloger nie zbija kokosów. Zanim bloger zacznie zarabiać tyle, żeby móc z tego żyć haruje na dwa etaty, bo przecież musi pisać bloga, promować go, a przy tym wszystkim z czegoś żyć, czyli pracuje tak samo, jak Wy 😉 Gdy bloger zaczyna zarabiać porządne pieniążki na blogu oznacza to, iż włożył sporo wysiłku, czasu i pracy aby znaleźć się tam, gdzie się znalazł. Tym sposobem to już nie tylko hobby, ale i praca na etacie. Czy jako osoba, która jak na razie nie zarabia, a raczej inwestuje w bloga żałuję, że się tego podjęłam? Nigdy! Blogowanie to trochę styl życia. Trzeba sobie czasem czegoś odmówić, bo brak czasu, bo trzeba na coś wyłożyć pieniądze. Czasem odmawiam sobie ładnej bluzeczki, a kiedy indziej odmawiam sobie snu czy spotkania z przyjaciółmi. Wiem jednak, że warto. To bardzo przyjemne uczucie, gdy ktoś pisze lub osobiście mówi coś w stylu „stara, zrobiłam te klopsy, są super!”. Zawsze wtedy robi mi się ciepło w serduszku… Zatem tak, dopóki ktoś wyciąga korzyści z moich wpisów, to gra jest warta świeczki!

P.S. Pamiętajcie, że ja zawsze czekam z otwartymi ramionami na Wasze komentarze, lajki, wiadomości od Was. Zarówno te z pochlebstwami, jak i z konstruktywną krytyką. Do zobaczenia na blogu!

Podziel się
  • Podpisuję się pod tym rękami i nogami 😀 Lepiej bym tego nie ujęła! 😉

    • a czy jako prężnie rozwijająca się blogerka nauczyłaś się już rozciągać dobę? Bo ja na razie nadal muszę rezygnować z niektórych rzeczy, a chętnie bym sobie zreorganizowała plan dnia 😀

      • Ile bym nie ciągnęła, to nijak się nie chce rozciągnąć 😀 Czasem niestety trzeba zrezygnować z niektórych rzeczy, bo prowadzenie bloga, to jak praca na drugi etat 😉

        • no ja teraz wracam do regularnych treningów, więc już wybieram z czego czas obcinać – snu czy pracy zawodowej… niestety ze spotkań ze znajomymi już nie obetnę, bo i tak za mało czasu im poświęcam 🙂

          • Doskonale to rozumiem. Też zamierzam się wziąć za siebie, więc jakoś to trzeba będzie pogodzić. Trzymam za nas kciuki! 🙂

Poprzedni post Kolejny post